A gdyby do naszego kraju przylatywały szarosiwe ptaki trochę większe od wron. I gdyby one najpierw patrzyły się tak dobrotliwie, łagodnie i z niewypowiadaną potrzebą, że ludzie sami podchodziliby pod płoty i krzewy, na których owe ptaki-przybysze by spoczęły, przynosząc im wody.
I mijałby czas, mijałyby pory roku i lata.
  I gdyby kilka lat później tych ptaków było już wielokrotnie więcej, gdzie nie spojrzysz i gdzie nie pójdziesz - wszędzie one. Ale prawdziwy problem byłby w czym innym: że już patrzą się inaczej, już nie tak dobrotliwie, łagodnie, już nie tak skromnie. Tylko jak gdyby w nocy w koronach drzew, gdy ludzie śpią w domach i nie słyszą, ptaki te nad czymś obradowały i to stąd brał się ów dziwny wzrok, którym tasowały miejscowych za dnia.

  I gdyby wszyscy to widzieli, że owe ptaki-przybysze patrzą się teraz inaczej ..ale mało kto miałby odwagę i umiejętność, żeby w ogóle podnieść ten temat - taka by była medialna histeria, "bezmyślny narracyjny walec w rodzaju pierwszej (giga)żałoby smoleńskiej" - że "ptaki dobre, ptaki fajne, wszystko dla ptaków" - ?


 Za bezpieczeństwo kraju odpowiedzialne jest wojsko, a nie marionetki w garniturach. Jeżeli wprowadzić w stan hipnozy dwieście osób narodowości ukraińskiej przebywających obecnie w Polsce i zadać im wszystkim to samo jedno pytanie: "Czy bardziej chcesz podziękować Polakom za pomoc, czy ich rezać gdy nadejdzie dzień pomsty i wszyscy się za nich weźmiemy?" Uzyskawszy wynik owego rozpoznania, należy podjąć walkę o zapewnienie narodowi bezpieczeństwa.
Po Prostu Literatura 2022

moje pisanie z 2022 r. które trudno zaklasyfikować
kliknij tutaj

  Prawdopodobnie opracowany w Niemczech plan ultranacjonalistów z ukraińskiego tajnego projektu, który rzekomo wymknął się spod kontroli, w przybliżeniu moim zdaniem zakłada:

- wymordowanie w Polsce w ciągu jednej nocy 2/3 do 3/4 ludności cywilnej w miastach; świat oburzony, lecą gromy. Ale osadnicy nie lecą - z Francji, ze Stanów. Natomiast stoją puste domki i obok nich ukraińskie rodziny z niewinnymi minkami, bo mordercy gdzieś nagle poznikali po krzakach.

- uderzenia na ludność cywilną mają dokonać superżołnierze, dalece wykraczający poza termin "ludzie", którzy na co dzień żyją i pracują w Polsce jako zwykli Ukraińcy; są już rozdzieleni po miastach, w wielu czują się na siłach by tego dokonać a w wielu jeszcze nie.

- że jak miałaby tu być Polska, skoro nie byłoby już tych co tu mieszkali, tych Polaków, po tej jednej nocy. Nie byłoby wielu

- dowolne łamanie tajnych międzynarodowych praw, poprzez używanie na powierzchni technologii z podziemnych baz. Pomimo międzynarodowego ostracyzmu, planują żyć jak Korea Północna, kupując potrzebne zboże i minerały od Ukrainy, a dostarczając tanią siłę roboczą Niemcom - w tej wersji przyszłości zmieniającym się nie do poznania, w postrzegany z niepokojem kraj nietrzymający już maski na arenie europejskiej

  Wyśniona Ukraina, ale tylko dla nich - dla tych, którzy mówią zwykłym Ukraińcom, co mają robić.
  W Korei Północnej też jest warstwa, która coś z tego ma, że to się tak kręci.



dialog z takimi istotkami:
  - A gdyby dawno temu w Ameryce, gdy przybywałe pierwsze fale okrętów i osadników, gdyby Indianie dawali Bladym Twarzom soczki i koce, to czy to by było mądre czy głupie ?
  - No raczej szkodziłoby to ich interesom.
  - Mądre czy głupie?
  - Głupie.
  - To dlaczego wy tak robicie, Polacy, i dajecie tym Ukraińcom co przybywają soczki i koce, jak oni między sobą mówią, jak myślą że nikt ich nie słyszy, że najlepiej by was wyrżnąć, jak przyjdzie odpowiedni dzień, że tego dnia czekają - i nawet my to wiemy, i ci wasi też to wiedzą, ci którzy są od pilnowania żeby było bezpieczeństwo, wiemy że oni wiedzą bo ich też podsłuchaliśmy.
  My się boimy że oni was wyrżną, tak jak się namawiają. Wy Polacy jesteście trochę nudziarze, ale u was można mieszkać, bo tak niewiele się dzieje. My się boimy, że jak oni was wyrżną i przejmą władzę, to ciągle będzie słychać jęki tych torturowanych, bo oni tak robią, takie mają metody - a my mamy dobry słuch i by nam to przeszkadzało, bardzo by nam to przeszkadzało. Nie chcemy tego i dlatego chcemy wam pomóc to powstrzymać, dlatego wam to powiedzieliśmy. Róbcie coś, bo my sami nie możemy, jesteśmy za mali.
    Róbcie coś, do was o to apelujemy, żebyście jakoś temu zaradzili i to okropne niebezpieczeństwo powstrzymali. Nie chcemy wciąż słyszeć jęków!
"W którą stronę myśleć ?"

 Siedziało sobie kilku Ukraińców w domu w Polsce. Może myśleli o ojczystym kraju, skąd uciekli przed nędzą i zakamuflowanym niewolnictwem, że chcieliby wrócić ale tak w sumie to nie ma po co w tych czasach. Może myśleli o krajach zachodnich, gdzie można wyjechać w nagrodę od mafii. I wówczas do domu weszło kilka pięknych kobiet - a były to ich parterki. Zaraz po przywitaniu jedna z nich opowiedziała, jak dzisiaj w pracy była molestowana, jak sprośnie się do niej odezwał pewien Polak. Potem następna, również bardzo ładna, opowiedziała podobną historię - lecz czy tylko znów gapili się na nią obleśnie przez cały dzień, ilekroć przechodziła, czy jeszcze coś za nią wołali - pewna w sumie nie była, bo trudno żeby skupiała się na tym a nie na pracy.

    Co mają wtedy zrobić owi Ukraińcy, którzy czekali w domu aż kobiety wrócą - wzruszyć ramionami, mówiąc "- Ech, życie !.." - ?.. Normalny pragnący ułożyć sobie i swoim dzieciom godziwą przyszłość Ukrainiec - jak ma potem sobie w głowie kombinować?
    Jak to można zmienić, tą sytuację, że ich kobiety są tak traktowane? Na Wschód nie można, na Zachód nie można, tu trzeba zostać - więc jak to można zmienić? W czym nadzieja?

   A czasami pod taki dom przyjeżdża ciemne auto i wstępują jeszcze pogawędzić, czy nastroje odpowiednie.
R jak rezać - z podsłuchu fluktoidu myślowego: "A po co się to wszystko buduje, te struktury? Końcowy cel jest taki: opanować terytorium. Naszą ziemię gniecie potężna siła, stamtąd trzeba nam odchodzić. Nie chcemy, ale musimy; tu jest ziemia, którą można przejąć, Polaki znudzone snują się rozleniwione, tak ich Niemcy wyfasonowali jakoś z samych siebie, swą radioelektroniką i chemią. Po to się buduje struktura, żeby któregoś dnia można było otworzyć zalakowane koperty we wszystkich miastach naraz. Jedna noc. Jedna noc, która mogłaby zmienić wszystko. I owszem byłby potem lament na całym świecie, sankcje i oburzenie w Finlandii, ogromna demonstracja w Nowym Jorku, zamieszki w Paryżu - ale ani Finowie, ani owi Nowojorczycy, ani nawet młodzi mieszkańcy przedmieść Paryża - nikt z nich nie przyjechałby tu mieszkać w domkach po Polakach, a domki by tu były i my też, więc... My nie możemy inaczej kombinować. Bylibyśmy głupi, gdybyśmy tak nie kombinowali. Nie bylibyśmy patriotami, nie dbalibyśmy o nasze rodziny. -Ale dlaczego wy tak wpuszczacie dowolną ilość naszych grup korsarskich, to szczerze mówiąc nawet nie próbujemy się do was dodzwonić żeby się zapytać, bo nam ręka drży ze śmiechu, a i tak by łączyło przez Berlin"

  Ukraińskie mutanty-cyborgi z tajnych projektów, owładnięte neofaszystowską nacjonalistyczną ideologią, być może wygenerowaną w Niemczech, które wydostały się na powierzchnię i utworzyły w Polsce żelazną strukturę mafijną, potrafiącą zmusić normalnych Ukraińców do posłuszeństwa i powtarzania swoich sloganów.

*

 Całe życie miałem taką przypadłość, że mówiłem za głośno i za dużo, i często słyszał nie ten co trzeba. Ale i w zamian, sporo nietuzinkowych informacji zwykło do mnie zjeżdżać, gdy tak po prostu sobie jestem, a nie że muszę szukać ...chodzić.
  Według przekonania ukraińskiego wywiadu Polska od lat 80-tych jest celem ataku międzynarodowej organizacji tworzonej przez Romów, reptilian i istoty wieloodnóżowe, która to organizacja została wynajęta przez Indie do przejęcia Polski w charakterze przyczółka na Europę, wyposażona przez Indie w najnowsze technologie ofensywno-penetracyjne lat 80-tych, dzięki którym dokonywali skutecznych ataków na PRL-owskie centra sterowania populacją, co wyrażało się później w takich dziwnych zjawiskach, jak przejęcie Huty im. Sendzimira (a wcześniej Lenina) w Krakowie przez indyjski koncern.

*

Z kolei od istot wieloodnóżowych: "Niemcy chcą was wyrżnąć Ukraińcami, dlatego ich tu sprowadzają. To oni sterują ich mafią; Niemcy chcą się pozbyć Polaków, ale tak żeby nie było na nich; chytrze to sobie wymyślili. Oni planują zrobić 'Wołyń w dużych miastach' i potem chcą, żeby Polacy dla nich pracowali."

*

informacje z doświadczenia bezpośredniego o charakterze zbliżonym do snu

poniżej za pomocą słów pomiędzy ciągami cyfr 123 i 321 zarysowany może być obraz przyszłej konfiguracji czasoprzestrzeni z linii zdarzeń, którą należy powstrzymać:

123
Koperta zalakowana. Zły znak. R jak Rezać. Tajny plan. Jedna noc. Rano wiadomości. Pierwsze szacunki 100 000, 200 000. Chora rywalizacja Facebook. Różne miasta. Ukraińcy. Kto ile. Jedni 100 000. Gdzie indziej 120 000. Kto zareza najwięcej, wyniki online. Wrocław utrata miasta. Podliczenie pierwszy etap około 434 000.
II etap wojsko polskie. Wrocław otoczony. Plan zero. Populacja ukraińska. Wrocław. Całkowita likwidacja. Wykonanie planu zero. Internet dalej wyniki. Cały kraj mówienie o wynikach. 130 tysięcy jedna strona, ponad 500 000 druga strona. Naród. Domaganie się remisu.
III etap. Wrocław pustka. Kraj cisza. Dwie społeczności, dwa systemy ekonomiczne, dwie kultury. Zmniejszenie liczby.


dokładniejszy opis po wielokrotnym skoncentrowaniu się na dawnych relokacjach czasoprzestrzennych w stanie snu: Masywna operacja w stylu "zielonych ludzików" z wykorzystaniem rzesz Ukraińców, tych co nienawidzą i tych co muszą udawać, w tych miastach Polski gdzie ma to szansę się udać. Na wsiach likwidacja gospodarzy lub zapędzanie do niewolniczej pracy jeśli uznają, że są w stanie obronić daną wieś. Sparaliżowanie komunikacji w kraju, przecięcie dróg, ciężko się dostać gdzieś dalej, głód. We wsi można się bronić jeśli ma się zapasy, zresztą w miastach też. Wcześniej: zmuszanie Ukraińców mieszkających w Polsce do gromadzenia zapasów.

Istotną cechą formacji wojskowych jest to, że z uwagi na swoją zwartość nie są one w stanie jednocześnie zabezpieczać licznych oddalonych od siebie wiosek i miasteczek. To właśnie zamierzają wykorzystywać ukraińscy rebelianci przez pierwsze trzy noce do liczebnego zredukowania populacji polskiej, licząc następnie na załamanie dyscypliny i szerzenie się samowolnych oddaleń, w tym grupowych, w oddziałach polskiego wojska - z powodu szalejących wśród żołnierzy rozpaczy i niepewności o bliskich, wobec pokazywanych w telewizji pożarów dzielnic mieszkaniowych w miastach.

więcej szczegółów odnośnie I etapu:
przed - Ukrainiec w Polsce, normalny zwykły człowiek, nie żaden psychol, wezwanie, odprawa, myślenie, fajna akcja, przygoda, misja, nie, niespodzianka, rozczarowanie, przerażenie, mapa, zebranie, dużo osób, prowadzący, wykład, plan, atak, cel, ludność cywilna, dyskusja, wojsko polskie, istnienie, przewaga, argumentacja, żołnierz polski, oparcie, rodzina, pranie, jedzenie, wyposażenie, przemysł, miasto, ludność cywilna, cel

Tłumaczenie, że żołnierz sam długo nie wytrzyma, jeżeli nie będzie miał oparcia w ludności cywilnej, jeżeli będzie wiedział że jego blok płonie, nie będzie miał jedzenia, ubrania, wiadomości o najbliższych - wpadnięcie w panikę, rozkaz, wykonywanie, zaprzestanie
"Wołyń w dużych miastach"
Że wsie produkują dla miasteczek, a miasteczka dla wielkich miast. Że jeżeli opanuje się największe miasta z dużym przemysłem, to lud zajmujący wsie i małe miasteczka i tak będzie musiał z czasem się podporządkować, ponieważ ich małe firmy i przemysły funkcjonują jako podwykonawcy dla wielkich zakładów z dużych miast.

Wyjaśnienia: "ażeby nasze wojsko mogło pospieszyć nam z pomocą, oni potrzebują żebyśmy dali im pretekst do przekroczenia granicy, żeby go mogli przedstawić na arenie międzynarodowej. Dlatego musi wybuchnąć ta nasza 'dzika, oddolna, niekontrolowana' rebelia, żeby oni mogli wejść pomóc Lachom to ugasić, nas zdławić, he he"

rozmowa jakby dwóch kobiet po 50-tce, Polki i Ukrainki, w powiecie pod kontrolą ukraińskich "rebeliantów". Odwrócenie. Kto pracuje dla kogo. Kto wykonuje gorsze prace. Polka pytająca, jak mogliście to zrobić po tym jak wam pomogliśmy. Odpowiedź, że to nie była pomoc tylko służenie, że "nasi wojownicy dyskretnie zmusili waszych rządzących, osoby na kierowniczych stanowiskach we władzach i w mediach, żebyście nas przyjmowali w milionach i wierzyli że to jest pomoc, że wy sami z siebie przyjmujecie naszych osadników i pomagacie im się urządzić. Myśleliście, że nam pomagacie, bo to nasze władze chciały żebyście tak myśleli. Ale przez cały czas nam służyliście, i dlatego to nie jest niewdzięczność, to co my wam zrobiliśmy. Przedsiębiorcy też byli zmuszani żeby nas zatrudniać i dlatego wy Lachy zarabialiście mniej i czasami byliście bezrobotni, ale nawet wtedy nie umieliście temu zaradzić (Ukrainka nie mówiąca "Lachy" żeby poniżyć bo znajomość między kobietami, ale musząca tak powiedzieć bo mogłaby mieć kłopoty, gdyby inna Ukrainka usłyszała że mówiła "Polacy" - takie porządki w całej "republice") : "To była wasza głupota i nieodpowiedzialność, że pozwoliliście by we władzach byli tacy ludzie, których tak łatwo było zastraszyć żeby was zdradzili. To wasza wina. My z wami wygraliśmy, za pomocą fortelu ale wygraliśmy. Więc to nie była niewdzięczność, tylko zwycięstwo - i wy nie macie prawa zarzucać nam niewdzięczności. Podstęp to rodzaj fortelu, a to nie jest niewdzięczność tylko zwycięstwo." Powszechność tego wytłumaczenia w odpowiedzi na powszechność takiej pretensji, w końcu ogłoszenie zakazu używania pewnych słów na określenie tego, co się stało - przypuszczalnie "zdrada", "podstęp", "niewdzięczność".
Wizje te miałem wiele lat temu w snach, to znaczy tak jakbym tam był.
  Uważam to za sceny z wersji przyszłości, co do których należy podjąć działania sprawiające, ażeby te sceny się rozwiały.

Perspektywa chłopca z piątej klasy szkoły podstawowej. Wspomnienia z Ukrainy: ciężkie warunki bytowe, tłok, chyba jakiś blok, zgnilizna na ścianach, strudzone staruszki z siateczkami niewypełnionymi nawet w połowie wracają co rano z warzywniaka, fajny kolorowy świat tylko w internecie i telewizji, brak perspektyw, nacjonalizm, ojciec wyjechał do Polski nadzieja. Pierwszy dzień w Polsce, przyjazd do nowego miejsca zamieszkania. Dom jednopiętrowy z trawnikiem i krzewami wokół. Taki w miarę dobrobyt, fajnie urządzone w środku, duży telewizor. Dla dziecka szok, euforia, spełnienie marzeń. Kraj też mu się podoba, fajnie, kolorowo, ładnie, odnowione, tak jakoś bogato, ludzie nieźle ubrani. Dumny i szczęśliwy ojciec spokojnie tłumaczy, wykonując ruch ramieniem pokazujący podobne domy wokół, ulice z kilkoma przechodniami, i fragment horyzontu miasteczka - że za 4-5 lat "to wszystko będzie nasze, nadejdzie taki dzień kiedy to przejmiemy".
 Te same dwie osoby około 2.5 roku później gorączkowe pakowanie, nerwówka, sprawa się rypła, plan wisi na włosku.

[odległość w czasie od chwili kiedy to piszę: niewielka] [wiązka linii zdarzeń: ta]
[wydarzenie: Wizyta ukraińskiej diaspory ze Stanów Zjednoczonych. Potężni, zaniepokojeni planem ultranacjonalistów z zakonu-mafii-służb specjalnych, kontrolujących miliony Ukraińców w Polsce jak wielką armię-firmę. Zaniepokojeni nie samym planem, ale tym czy po jego wykonaniu nie spotka ich w Ameryce to co muzułmanów po 11 września. Taki szmat drogi przez ocean, a tak jakoś niedokładnie się dowiadują. W końcu ich stanowisko: "Jak to nie dojdzie do nas, to sobie tu róbcie co chcecie ...z tymi Lachami".
  Nieco podobne do formułki, z jaką w ogóle ich wysłano do Polski: "Tu się wszyscy nie pomieścimy. Jesteśmy my, jesteście wy, jeszcze napierają Rosjanie. Ale to co zdobędziecie na Zachodzie to wasze, jeśli tam im wydrzecie ziemię to możecie robić sobie ten swój kraj i my się tam wam wtrącać nie będziemy ...przez pewien czas"]

[odległość w czasie od chwili kiedy to piszę: spora] [wiązka linii zdarzeń: ta, którą można rozwiać]
[wydarzenie: W miasteczkach i dużych miastach rozdysponowane po poszczególnych dzielnicach "zespoły" ukraińskich kobiet z młodzieżą i dziećmi, wznoszące okrzyki "Rosjanie! Desant spadochronowy! Ludzie uciekajcie! Do domów!". I coś o wilkołakach, bestiach czy ludziach-psach, że Rosjanie z nimi idą czy że są z Rosjanami. Grają dobrze przez 2-3 godziny, co bardziej bojaźliwi ludzie się nabierają, zresztą ci którzy ufają Ukraińcom też. Po opustoszałych ulicach wałęsające się później pojedyncze istoty człekokszałtne z głowami jakby psów, które wydają ryki. Ludzie patrzą na to z okien, taka sytuacja w wielu miasteczkach.
   "No i was wyrżnęliśmy, durne Lachy" - już bez noża w ręku, ze śmiechem i na luzie, powszechne zawołanie do snujących się w niedowierzaniu niedobitków na porannych trawnikach pod blokami, po drugiej lub trzeciej nocy.]

z II etapu - kobieta około 30-parę lat, Polka, z jakiegoś dużego miasta odbijanego przez siły polskie z rąk ukraińskich powstańców, w relacji telewizyjnej: gniew, szok, tłumaczenie, niewolnicza praca, traktowanie jak czarnych na plantacjach bawełny w Ameryce minionych wieków, w około trzech dużych miastach m.in. Szczecinie i/lub Trójmieście po 80-110 tys. osób, getta, obóz, niewolnicza siła robocza, około 15 procent, samobójstwa, powód, warunki, strach, czas do określonego momentu, moment wyzwolenia, inne duże miasta, regularne wojsko polskie, ukraińscy powstańcy rozproszeni, niezrozumienie, jak 15 procent, samobójstwa, kilka tygodni, takie warunki

Nowy, dokładniejszy opis początku: Grupy uderzeniowe, w które mają przekształcić się niektórzy zapracowani, tak zajęci własnymi sprawami Ukraińcy, a właściwie udające ich cyborgi oraz inne interesujące istoty - mają opanować komendy policji i otworzyć portale, przez które spod ziemi, z tajnych projektów, przybyć mają regularne oddziały do zdławienia oporu w danej okolicy - wzmocnieni ludzie, a z nimi siejący terror swoim wyglądem posłuszni Ukraińcom człekokształtni o głowach wilkołaków, na okres walk wyprowadzeni na powierzchnię aby Polacy pochowali się w domach i stamtąd nie wychodzili, przypuszczając że to inwazja nieznanych istot. Faktycznie niektórzy ludzie zmyleni i po 2-3 nocach dopiero zorientowani, że to Ukraińcy starali się stworzyć taką iluzję, a na początku część z nich udawała że też się chowają ze strachu przed tymi istotami.
   Możliwość posiadania zaskakująco silnego urządzenia, w promieniu wielu kilometrów od którego można otwierać mniejsze portale.

Niemiecka zwierzchność uspokaja jak zwykle, że jeśli powstanie ukraińskich ultranacjonalistów w Polsce wybuchnie, i jeżeli użyją technologii podziemnych baz - to za pomocą straszliwej broni uderzającej od góry unicestwią ich, zanim zadadzą państwu i narodowi polskiemu znaczące straty. Jest to nieprawda. Ja to widziałem w wizji. Ta broń nie zostanie użyta, pojawią się znienacka nowe argumenty i zupełnie inna narracja, właśnie ze strony niemieckiej.

zachowanie wojsk ukraińskich: początek, czekanie na granicy, nieprzekraczanie, obieg informacyjny, świat, dziesiątki tysięcy, ofiary, zabijanie, miasta, Polska, pretekst, przekroczenie granicy, pokój, spokój, pretekst, Przemyśl utrata Lublin, klin Wrocław kierunek, ofensywa dobrze przygotowana, stały kierunek natarcia, zdobycze terytorialne, klin, boje, spowolnienie, zatrzymanie

Powstanie ukraińskie we wschodniej części kraju i dużych miastach opanowane, poza małymi ogniskami w pobliżu wschodniej granicy. Dziwna mapa z ukraińskim klinem idącym od Lwowa w kierunku Wrocławia, zatrzymanym nad rzeką.

Środa Wielkopolska. Przyszłość w wariancie którego należy uniknąć. Budynki. Istnienie. Brak rzucających się w oczy zniszczeń. Narodowość ukraińska. Dzielnica zamknięta. Teren ogrodzony. Przepustki. Rozczarowanie. Żal na swoich, że wszystko to wywołali.

Etap IV. Kilka miesięcy. Upływ. Likwidacja klina. Granica wschodnia poszarpana, podobna ale inna. Rozejm z Ukrainą, nazywanie inwazji wchodzeniem żeby powstrzymać przelew krwi. Brak walk. Kraj jak pacjent, który miał bardzo groźny atak gorączki, i przez chwilę leżał, ale dochodzi do siebie i zaczyna wstawać.

Etap V. Niewielki okres czasu, może tygodnie może miesiące może dni. Jakby zaraz po. Nagły atak Rosji!

Etap Vb. Wojska niemieckie. Ochrona. Pretekst. Przekroczenie granicy. Reakcja Ukraińców w Wielkopolsce: radość, nadzieja na lepsze zarobki.

Cały dzień pasek informacyjny w telewizorze, że w kilku miejscach otwarto ogień do wkraczających wojsk niemieckich, a strzały miały charakter ostrzegawczy. Faktycznie silna presja międzynarodowa na Niemcy, głównie ze strony USA, żeby nagle nie wsiadali do czołgów jak cholerni zrzucający maski naziści, którzy nagle zwietrzyli okazję, po tym jak przez 80 lat zgrywali takich świętoszków. Zbliżanie się do Wrocławia.

Wojska rosyjskie. Północno-wschodnia i środkowo-wschodnia część kraju. Jakby dłoń ze szponami.
Trzecia, najmniejsza część sił polskich - nagromadzona i porozdzielana ciężka broń maszynowa, pilnowanie Ukraińców w miastach, w ich dzielnicach zamkniętych, gdyż po przeprowadzonym z wielką pompą w mediach i na rynkach miast łzawym pojednaniu ..ponownie zalegające z ich strony milczenie, jakby czekali kiedy w końcu padną ci którzy zdławili ich powstanie.

Nowy punkt zapalny. Granica chińsko-rosyjska. Rosja. Agresja na Zachodzie. Rachunek na Wschodzie.
 Kłap kłap kłap. Pełna paszcza chińskiego smoka, najedzony.

Orientacyjny podział sił polskich: 61% naprzeciw wojsk rosyjskich, 26% bronienie kraju od zachodu, 13% pilnowanie mniejszości ukraińskiej.

Okolice Wrocławia, szeroko rozumiane, zwłaszcza w pasie do Odry. Sytuacja przedtem: wyludnione osady mniejsze i większe, wojska polskie ścigające grasujące niedobitki ukraińskich grup zbrojnych. Moment wkroczenia wojsk niemieckich. Biała plama informacyjna. Pas granica Wrocław. Media brak możliwości informowania. Nie wiadomo. Tamten rejon. Brak informacji. Nie ma skąd zaczerpnąć. Teren wojny, ognia, śmierci. Reporterzy - niejeżdżenie. Nowe twarze spikerów w stacjach telewizyjnych należących do niemieckiego kapitału, później wyjście na jaw ich skoordynowanych działań dezinformacyjnych bagatelizujących postępy niemieckich zgrupowań i nawołujacych społeczeństwo do zachowania spokoju.
 Coś w rodzaju szalonego - przynajmniej oficjalnie - niemieckiego generała. Południowa część. Ślepy atak. Kierunek Wrocław. Użycie maszyn przypominających połączenie przerośniętego czołgu z laserową katiuszą. Przewaga technologiczna w bitwach. Brak możliwości zatrzymania.

Północna część. Widoczność, informacje, wiadomości. Presja światowa. Nieużywanie. Maszyny czekające na wynik negocjacji. Prawdopodobnie amerykańska groźba użycia jeszcze bardziej zaawansowanej broni w przypadku użycia maszyn bez negocjacji, tak jak "szalony" generał na drodze do Wrocławia.

Maszyny: trochę podobne też do Eda-209 z filmu Robocop. Taki Ed na gąsienicach, który byłby jednocześnie laserową katiuszą. Ogromna moc ogniowa. Trudno sobie wyobrazić, żeby były w stanie wytrzymać własną moc ogniową. Zdolność. Wyrąbywanie sobie laserowym ogniem na wprost drogi przez zgrupowania czołgów znanych typów. Wrażenie pojazdów z tajnych projektów, z podziemnych baz, nieprzeznaczonych do użycia na powierzchni ziemi w otwartym świecie, czy może bycia technologicznymi hybrydami broni świata przedstawionego z brońmi świata rzeczywistego.

Telefon specjalny do polskich generałów: nie twórzcie najlepszej dywizji. Czy brygady - jednostki o wielkości stosownej do użycia w bitwie-soczewce umówionej do rozstrzygnięcia, czy można powstrzymać natarcie tych jednostek. Żeby nie było tam samych najlepszych synów narodu polskiego w jednej jednostce, tylko trzeba rozdzielić tych najlepszych na dwie - ale żeby nie było jednej jednostki z tymi najlepszymi, żeby nie było naszej Białej Góry. Niemiec to jest zawsze Niemiec, jaki on jest - kulturalny, on ma ładną fryzurę, on ma broń laserową, on gotowy jest złamać prawo międzynarodowe i tajne prawo, żeby zdobyć, tak jak był gotowy 83 lata temu. Wtedy też czytali Goetego, i również przeżywali go naprawdę głęboko. I również z Moskwą nawzajem nie wchodzili sobie w drogę, chociaż z pozoru tak różni...

Niemiecka argumentacja, że skoro ukraińscy wywrotowcy użyli technologii z tajnych projektów, to muszą jechać pojazdami z tajnych projektów bo nie wiadomo czy zamiast czołgów Ukraińcy też nie złamią reguł użyciem pojazdów z podziemnego świata. W efekcie Polska jeżdżąca po powierzchni czołgami, podczas gdy zarówno ukraińscy rebelianci jak i wkraczające siły niemieckie dławiące opór technologiami i broniami z podziemnych baz, z tajnych projektów. Polska późno wyprowadzająca na powierzchnię tajne pojazdy spod ziemi - jako trzecia, na własnym terytorium.

ciekawostka z pewnej wersji przyszłości, do której nie wydaje się obecnie prowadzić prawdopodobna wiązka zdarzeń - gdyby cała inicjatywa ogólnokrajowego "nocnego mordowania gospodarzy" nie została przekłuta jak balon w fazie przygotowań:
Ukraińcy - praktyczny brak możliwości podróżowania po świecie i wjazdu w głąb krajów wysoko rozwiniętych, nawet bogaci i ustawieni, na całym świecie takie specjalne traktowanie. Dobrze wychowany Ukrainiec opowiadający, jakby pogodzony z losem, że teraz oni narodem z najgorszą opinią na świecie. Do kilku najbardziej zaawansowanych państw świata zakaz wjazdu w ogóle dla jakiegokolwiek Ukraińca, m.in. w Japonii. Osoba uczestnicząca w rozmowie oburzona, jak ci Japończycy mogą tacy być. Na to druga osoba, Ukrainiec, odpowiadająca że "to rozumieją, po tym co zrobili Lachom, którzy tu wcześniej mieszkali i nas wpuścili, myśleli że nas wpuszczają, a to było trochę inaczej".

  Atmosfera, że owszem jakaś forma państwowości, i nie trzeba ani żyć w nędzy i niewolnictwie na Ukrainie, ani służyć u Lachów w poniżeniu i molestowaniu, tylko się jest u siebie panami tak jak obiecywali - ale co z tego, co dla dzieci i wnuków, następnych pokoleń w narodzie, skoro na całym świecie zakaz wstępu dla normalnego Ukraińca, a zwłaszcza w krajach ościennych - i odwrotnie, to z całego świata, ze wszystkich krajów ukraińska diaspora zjeżdżająca się do macierzy z powodu zmiany nastawienia do nich w stronach, gdzie dotychczas żyli. Coś w rodzaju wypędzeń Ukraińców, przybywanie ze Stanów Zjednoczonych.

Niemiecki plan. Ukraińcy. Sukces. Wyrżnięcie.
  Potem. Ogłoszenie. Cały świat. Podludzie.
  Niemożność wyjazdu nigdzie, na Ukrainę też nie. Praca w niemieckich fabrykach. Stawki znacznie niższe niż w Unii Europejskiej, zbliżone do tych na Ukrainie, bo oni i tak wiadomo że nigdzie nie wyjadą i muszą pracować tutaj.
  Wrażenie na końcu samych Ukraińców i Ukrainek, że w tym ich wyśnionym państwie znowu robią za grosze dla Niemców, że to chyba wszystko jednak i tak był ich plan i znowu ktoś ich zrobił w konia, tylko że teraz już po świecie nie pojeżdżą - ani oni, ani ich dzieci. Powoli narastająca frustracja, u jednych rozpacz u innych melancholia, odrealnienie, duży wzrost przemocy wewnętrznej - zabójstwa, strzelaniny, awantury i krzyki częste na ulicach. Po zmroku niebezpiecznie. Zwyczajni mieszkańcy nieuznawanej republiki pozbawieni możliwości reemigrowania z powrotem na Ukrainę, postrzegani nieufnie, jako zagrożenie, bo i tak zrobią co im mafia każe - skoro mordowali na rozkaz, a jeżeli nie na rozkaz to w takim razie są mordercami.

Wrogość ze strony Ukraińców, którzy zostali na Ukrainie, ponieważ oni też już niemile widziani na świecie, chociaż nikogo zdradziecko nie mordowali. Ukraina właściwa kluczowo stratna w konsekwencji przemiany emigrantów i uciekinierów w "zielone ludziki" i ich pomagierów. Odwracanie się państw-sojuszników, akurat gdy samemu zostać się nie chciało.

  Wyższa warstwa ukraińskiego społeczeństwa, pośrednicząca między ludem-robotnikami a niemieckimi pracodawcami, chodząca nienarobiona w komforcie, tak jak im obiecywano, ale uśmiechnięci nie tak jak im obiecywano, tylko powierzchownie i z trudem, zresztą już nawzajem od siebie niewymaganym. Świadomość, że cały świat jest przed nimi zamknięty, dla ich dzieci i wnuków też. Powszechne, choć powściągliwe kontestowanie w wypowiedziach tego, co w końcu wynikło i czy im się to opłaciło - że mają swój kraj, ale żyją w nim jak w więzieniu, skazani sami na siebie i całkowicie uzależnieni gospodarczo od Niemiec, ponieważ inne kraje nie utrzymują z nimi stosunków dyplomatycznych i handlowych.

 W pewnym okresie ogromny napływ imigrantów z Ukrainy właściwej. Śmieci po bokach ulic, coś jak na ulicach narkomanów w Ameryce. Kpiny Polaków, którzy przeżyli, że owszem są te wasze nowe porządki i ideały, ale wcześniej u nas śmieci nie leżały wzdłuż ulic i na trawnikach, bo my sprzątać umieliśmy. Przybysze najpierw uradowani, szybko rozczarowani że nie ma dla nich pracy, wyruszają gdzieś. Porządki coś a'la gdyby ukraińscy strażnicy zrobili powstanie w Auschwitz, wygrali je, opanowali obóz i sprowadzili swoje rodziny i sąsiadów "na dobrą zabawę", którą chcieliby sfilmować i mamić tym świat niby sowieci w latach 30-tych XX wieku. Uśmiechy wciąż na twarzach, najpierw prawdziwe i szczere, później trochę nie że obowiązkowe jak w Korei Północnej, ale trochę tak, takie napinane, że nikt nie chce być pierwszym który przestał się uśmiechać z tej nowej rzeczywistości, z której wiadomo że już nigdzie nie wyjadą i w niej przyjdzie im spędzić życie - uśmiechy z czasem coraz bardziej i bardziej sztuczne, po pewnym czasie ich zanik w końcu równomiernie w całym społeczeństwie, jednocześnie, jak odetchnięcie z ulgą.
    W swoim wyśnionym państwie w końcu wolno im przestać się uśmiechać.
  Jedyny kraj z którego uciekinierzy nie są nigdzie przyjmowani, chyba że Polacy - albo Ukraińcy z powrotem na Ukrainę lub z elity do Niemiec, ale do pracy na pewien okres a nie mieszkać na stałe - bo na to by się Niemcy nie zgodzili po rzezi w Polsce, obojętnie jaki Ukrainiec ważny czy nieważny i obojętnie ile ma pieniędzy.

Ich świat się skurczył - są w nim już tylko oni, Niemcy w roli panów i dawców pracy, Ukraina właściwa która musi się ich wstydzić ażeby istnieć na arenie międzynarodowej oraz Rosja która może ich najechać i wybić do nogi - bo już nikt ich jako uchodźców nie przyjmie, ani ich dzieci, ani ich wnuków.

Po kilku latach orientują się, że sami zamknęli się w gigantycznym obozie pracy, gdzie wszyscy pracują dla Niemców. Okrzyki "Sława Wielkiej Ukrainie" już nie tak, nie tak pewnym głosem wznoszone, nie tak dudniącym już.

  Długofalowo, w wymiarze strategicznym, powolne zapóźnianie się i zanikanie organizmu państwowego, spowodowane długo utrzymującym się na szczytach europejskich ośrodków władzy wstrętem za to, jak zaatakowali tych którzy wyciągnęli do nich pomocną dłoń - i wynikającym z niego trwałym, nie okresowym, wyautowaniem z szerokopasmowej wymiany technologicznej, handlowej i środków bojowych; o przepływie ludzi nie mówiąc, bo go nie ma.

[odległość w czasie: bardzo duża] [wiązka: ta, która nie jest pewna w tej, która może się rozwiać] w wersji gdzie powstańcy tworzą reżim khmerów-rasistów ..na końcu połączony atak sił ukraińskich i polskich, oraz w mniejszym stopniu z innych krajów, które w innych liniach rzeczywistości żyją w zgodzie. Dumni ukraińscy nacjonaliści na końcu traktowani jak wariaci.

[podobna wiązka:] 16 lat i siedem miesięcy po powstaniu, kiedy niemieccy przemysłowcy orientują się że jednak ich fabryki nawet z najtańszą siłą roboczą w Europie i tak nie są w stanie konkurować z Dalekim Wschodem - międzynarodowa interwencja państw ościennych kończy to, co było dla jednych marzeniem i życia snem, a dla innych tylko interesem który komputery im podpowiedziały, że może tak by się udało uratować fabryczki.


zaburzenie układu chronologicznego, od nowa jakieś wizje:

perspektywa innego klona, bezrobotnego z małego miasteczka, zresztą akurat takiego co lubił Ukraińców i był wobec nich w porządku: noc, rano jakby brak prądu, cicho wszędzie, nie ma telewizji, tylko 1-2 kanały .. wiadomości o zamieszkach, powstaniu Ukraińców, walkach, 2-3 dni i noce słychać strzały i strach wychodzić z domu, gościu nic nie wie, nic nie kuma, siedzi w domu, pogłoski że to mafia tworzy jakąś rebelię lokalną, po około 3 dniach wieść że w okolicy przeważyli Ukraińcy i że chodzą po blokach wyciągają mężczyzn, zgromadzenie na stadionie, tłumaczenie że odpracować poniżanie i złe traktowanie Ukraińców, nie pomaga że ktoś nie poniżał, do obozu przyjeżdżają co jakiś czas po mężczyzn do prac przymusowych, którzy wyjeżdżają w grupach.

Po rebelii nowe porządki: Ukraińcy na górze, Polacy pod nimi - mniej praw - rasizm prosty jak nienawiść Ukraińców do Polaków i chęć odegrania się za dekady traktowania z wyższością. Specjalny status Polek i Polaków, którzy wyróżniali się w pomocy dla ukraińskich uchodźców i osadników, którzy organizowali zbiórki i noclegi. Posiadanie przez nich czegoś w rodzaju legitymacji, przez co ich status jakby "liderów Lachów". Taki sam status, ten sam poziom uprawnień i takie same legitymacje - otwarci zdrajcy, którzy dla własnej korzyści przeszli na stronę Ukraińców lub od dawna skrycie dla nich pracowali. W związku z tym nienawiść społeczeństwa polskiego do rodaków posiadających te uprawnienia, ci którzy dostali je za pomaganie i przyjęli w nadziei, że komuś pomogą ..po pewnym czasie rezygnują, doświadczając pogardy z obu stron.

Przejęcie placówki sektora publicznego w małym miasteczku, już po ustaniu walk. Perspektywa osoby przejmującej. Zmniejszenie liczby personelu, czynnych sal, ilości obsługiwanych osób. Tak jakby populacja miasteczka uległa pięcio- lub ośmiokrotnej redukcji, bo ci nowi którzy przybyli z Ukrainy niedługo później wyjechali z powodu braku pracy. A Polacy uciekli.

A gdyby jechał samochód górską drogą i to była noc. I wjechałby w gęsty asfalt jakiś niedoschnięty, i tam by utknął tylko by mógł lewo prawo, tak leciutko. A reflektor przemykałby z przodu wciąż po tych samych zaroślach i skałach, gdzieś daleko. I z czasem kierowca już by te światła zgasił, skoro wciąż widać to samo. Aż po trzech godzinach by nagle któryś raz włączył i dojrzał w oddali kozicę na gzymsie, ponad i poza miejscem oświetlanym przez reflektory przednie bezpośrednio. To tak ja zobaczyłem jeszcze coś w tych swoich wizjach prześwitach ..prześwitach przez coś co zasłania wam różne wiązki zdarzeń, widzicie tylko przeszłość i teraźniejszość nie wiadomo czemu, bo nie tak jest zbudowana rzeczywistość - przyszłość też już istnieje, można ją wybierać, zmieniać. Istnieje przyszłość w różnych wariantach, niby różne miasta do których można podążyć.

   Ostateczne zakończenie planu R dla reptilian którzy przyjechali z Ukrainy zrobić dla Niemców nowe porządki - ze zmniejszającej się przepływem prawdopodobieństwa wiązki zdarzeń w której plan R był uskuteczniony.

   Po otwarciu swojego nieprzeniknionego astralu przez jakiś czas rządy, hulaj dusza na ulicach i w klubach, tak jak o tym marzyli i rozmawiali. Pomimo śmieci na ulicach, których skuteczne usuwanie dopiero po miesiącach zostaje ogarnięte. Ale gdy znikają w końcu śmieci, okazuje się że ludzie, firmy, praca, pojazdy i w ogóle życie też jakoś poznikało z ulic, nie tylko śmieci. Rządzenie w opustoszałym kraiku, gdzie momentami rządzą oni głównie sami sobą oraz tymi Ukraińcami, których zastraszono tak bardzo że nie odważą się uciec. Niemcy - przypuszczalnie specjalnie pozwalanie na to, aby się wyszaleli, aby było potem co opisywać w reportażach i książkach na całym świecie, którymi nagle sypnie. Po uzyskaniu międzynarodowych odezw itp. rezolucji, zaczynają otwierać nowy astral na jeszcze innej technologii, zeby wyprzeć rebeliantów z terenów na których dokonali dekonstrukcji polskojęzycznego aparatu władzy.
    Na końcu ukraińscy reptilianie wypierani w ten sposób z wywalczonych terytoriów, na Ukrainie też postrzegani wrogo jako ci którzy narobili Ukraińcom na całym świecie opinii niewdzięczników i że nie można im zaufać, nie warto pomagać. Brak koncepcji gdzie się podziać, dokąd ruszyć, gdzie schronić. -To gdzie teraz próbować szczęścia? Dramat.

        [wizja rzeczywista, nie koncepcja logicznie wykalkulowana]


Powtórzenie wiadomości, na czym polega cały plan: na wyrżnięciu polskiej ludności cywilnej w miastach przez mutanty, cyborgi, superżołnierzy z ukraińskich tajnych projektów i podziemnych baz - którzy są już w Polsce jako zwyczajni Ukraińcy, chodzący do pracy. Przypuszczalnie duże zgromadzenie tego rodzaju operatorów w Wielkopolsce, gdzie ich przewrót mile widziany i w zasadzie inspirowany przez niemiecki przemysł, pragnący wypróbować nowe rozwiązania w zakładach pracy, zmniejszyć koszty siły roboczej do minimum absolutnego.

 Czekają na zielone światło kiedy będzie jakiś światowy przypał.

Po pewnym czasie niewolnicza praca Polaków to okazuje się zbyt mało, żeby zadowolić mocodawców i "się im spłacić". Elektryczne obroże zaczynają dostawać Ukraińcy. Ażeby zwiększyć wydajność jeszcze bardziej.

  W miarę upływu czasu piękny sen coraz bardziej się rozrzedza, a krajobraz - pomimo dołączenia terenów na Mazurach - przypomina szary, betonowy, wyludniony obóz pracy dla Niemców - gdzie praca, praca, praca dla Niemców i bieda - a czasami przemknie czarne auto; lecz mało aut jeździ.

"To nie byli ludzie z predyspozycjami do zbudowania Disneylandu"

[to co wiem:] Szczególne nagromadzenie ukraińskich superżołnierzy o zdolnościach mutantów/cyborgów rodzem z komiksów - Wrocław i jego rejon, w mniejszym stopniu Poznań i okoliczne powiaty. Znaczne siły, stanowiące zagrożenie już teraz, zdolne do wywołania chaosu - nie dzięki liczebności, lecz dzięki niesamowitym zdolnościom bojowym. Gdyby na Ukrainie nie trwała wojna i gdyby nie potrzebowali tak bardzo polskiej pomocy... Komendy policji muszą być zabezpieczone w astralu.

  Plan minimum to mały Donbas tuż za Odrą, coś jak Ługańska RL pod rzekomą kontrolą ukraińskich wywrotowców-nacjonalistów, oficjalnie potępiana przez Ukrainę.

  Niemieccy przemysłowcy sfrustrowani poziomem swoich wielkopolskich podwykonawców, a zapoznani z rozwiązaniami stosowanymi w tych rejonach Ukrainy, gdzie nie docierają inspektorzy ONZ - w obliczu zagrożenia rangi być albo nie być dla ich fabryk na powierzchni, stwarzanego przez kraje o wschodzących rynkach i tańszej sile roboczej - WYKONUJĄ SEKWENCJĘ KTÓRĄ PRZEDSTAWIŁ KOMPUTER, KIEDY WPROWADZONO DO NIEGO PYTANIE CZY ISTNIEJE SZANSA ŻEBY URATOWAĆ NIEMIECKIE FABRYKI W POLSCE PRZED ZAMKNIĘCIEM. Chodzi o zamienienie normalnej siły roboczej UE w niewolniczą siłą roboczą zmuszaną do pracy po kres sił za pomocą technologii elektroradiowych, hipnozy oraz terroru. Ponieważ na terenie Unii Europejskiej nie ma zgody na łamanie praw pracowniczych i są za to surowe kary, potrzebny jest kawałek terenu za Odrą wyrwany z mapy Unii Europejskiej, i w tym celu instalowana jest ukraińska struktura wzbudzająca zastanowienie przede wszystkim możliwościami bojowymi swoich operatorów.

  To nie Polacy sprowadzili sobie Ukraińców, żeby zatrzymać wzrost płac. To nie Ukraińcy sami siebie sprowadzili - bo jakoś na Litwę się na przykład nie sprowadzili. To Niemcy ich sprowadzili, ponieważ między Ukraińcami jest taki rygor, że chcą to wypróbować.

[ta wstążka zdarzeń gdyby poszła dalej:] Fizyczny parasol bojowy ze strony Niemiec uniemożliwiający kontratak wojsk polskich, być może destabilizacja ze strony Rosji w północno-wschodnim obszarze kraju. Zaskoczenie mieszkańców Wielkopolski, zmuszanych przez Ukraińców do pracy i czekających na pomoc. Po pewnym czasie szok, że "świat nam nie pomoże". Gorycz i złość na cały świat, że okazał się taki fałszywy, że głosy oburzenia płynące z całego świata wartkimi strugami to zasadnicza część odsieczy, na jaką można liczyć po napaści podziemnej ukraińskiej armii.

   Zasadniczo jedynymi wygranymi takiego rozdania, oprócz niemieckich przemysłowców którzy zamykają swoje fabryki 16 lat później, wydają się być postacie górnych warstw ukraińskiej mafii, zyskujące w ten sposób swój własny "Disneyland" do chodzenia w nim sobie i rządzenia, taki na powierzchni - podobnie jak to jest w niektórych miejscach na Ukrainie. Zdumiewać może miłość ich do ziem i gleb zachodniej Polski - gdzie odtąd przyjdzie im żyć, gdyż z paszportów mogą sobie stawiać domki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
  Tak żeby nie być jednostronnym, jakimś fałszywym - to w sumie ów atak ukraińskich mutantów-cyborgów od wnętrz polskich miasteczek, który widziałem w wizjach, można docenić pod względem uderzeniowo-taktycznym ...jako ciekawy i śmiały plan, z wojskowego punktu widzenia.

  Natomiast w perspektywie ekonomicznej to jest po prostu "robienie więcej Ukrainy", nowe terytorium nie mogłoby liczyć na normalną wymianę handlową z państwami ościennymi i byłoby całkowicie uzależnione gospodarczo od Niemiec. A czy Niemcy znani są z dawania robotnikom wysokich pensji ?..

  Czy to z myślą o tym sprowadzili do zachodniej Polski miliony Ukraińców ?


[linia zdarzeń: brak informacji, odległość w czasie: może około kilkanaście lat, może mniej lub więcej] Miasteczko w Wielkopolsce. Możliwość przebywania dla osób narodowości ukraińskiej, które nie brały udziału / nie korzystały z okresów przewagi ukraińskiej rebelii. Specjalny rejestr, w którym odnotowana każda osoba która uczestniczyła w życiu codziennym w okresie triumfu rebelii, która korzystała z jej triumfu, zdobyczy i korzyści z nowych porządków (w praktyce dorośli poza dziećmi i staruszkami, którzy żyli na terenach gdzie rebelia czasowo przejęła władzę; paradoksalnie, długofalowo w lepszej sytuacji Ukraińcy z powiatów gdzie od razu pomieszano im szyki, ponieważ oni bez zakazu przebywania w Polsce). Brak możliwości przebywania na terenie miasteczka dla osób narodowości ukraińskiej, które onegdaj żyły w nim po obaleniu lokalnych władz polskich. Dla osób które brały aktywny udział w nowych ukraińskich porządkach na terenach ogarniętych rebelią brak możliwości legalnego przebywania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

   [linia zdarzeń: inna niż ta powyżej choć też pewien nie jestem bo od niedawna ten skill z wizjami, odległość w czasie: może około kilkanaście lat, może mniej lub więcej]

raport z rozpoznania wizją: Tak jakby z kłęba, cielska owalnego wyrastały niezliczone macki, trochę jak u ośmiornicy, i miałyby one wąskie końcówki gdzieś daleko - tak z momentu i sytuacji w której jesteśmy, różne są przyszłości do których możemy dobiec. W jednej z nich Niemcy wykonaliby atak z północy i zachodu na "Donbas na zachodzie" vel "Republikę Zachodnioukraińską", czyli tereny utracone na rzecz Polski po II wojnie światowej, na które sprowadzili miliony Ukraińców pod kontrolą nacjonalistycznej mafii, ażeby wywołać powstanie i zredukować polską populację.

 1. Metoda jest ta sama: najpierw za pomocą mind-control wywołali pierwszą zbrodnię, czyli masowe poniżanie, molestowanie itp. złe traktowanie, ażeby wykopać jeszcze głębszy rów nienawiści między Polakami a Ukraińcami.

 2. Druga zbrodnia już na horyzoncie: rezanie, zakładanie Polakom przez Ukraińców łańcuchów i psychotronicznych obroży robiących z nich zombie. Potem kilka lat, żeby to się rozpasło i świat miał już dosyć.

 3. Pokaraniem drugiej zbrodni mają zająć się bohaterowie: Bundeswehra. Atak od północy i zachodu jednoczesny, podobny jak w 1939 r., przez góry na południe trudno uciec a i Czech się nie ucieszy na widok dwóch milionów ukraińskich twarzy, od wschodu pilnie strzeżone granice - Ukraińcy nie mieliby gdzie uciec, ci którzy źle traktowali Polaków i "jakoś im poginęli". Według niemieckiego planu to oni mają być następni w obrożach, łańcuchach - jako kara - przy najgorszych pracach, trzymani w ogromnej większości bez prawa do rozmnażania, a potem "jakoś poginąć", "nie wiem, może gdzieś uciekli?" - to ostatnie powiedzenie nierzadkie w tych przyszłościach, najpierw wobec Polaków.


  Taki jest niemiecki plan na pozbycie się i Polaków, i Ukraińców z tych ziem tutejszych, które oni dla siebie zaplanowali.
[z wizji, nie rozumowania. Jedna z końcówek, tych macek]
   Jest to plan genialny. Moim zdaniem to wymyślił geniusz, nie komputer. Ja to ujrzałem, wam tu opisałem o co w tym chodzi - i teraz nie możecie już udawać, że o tym nie wiedzielście. Dla dobra Słowian, nie udawajcie.
Odległe kształty z długiego reflektora wizji. Ukryty ukraiński lider pragnący ukazać ludom prawdę, o tym że tak naprawdę to niewolnicza siła robocza napędza dobrobyt państw zachodnich i innych. W tym celu ujawnić to, pojechać z tym jawnie na Ukrainie, spróbować to jakoś ucywilizować i przedstawić ludziom tak, żeby zrozumieli. Wprowadzić do publicznej, jawnej cywilizacji - żeby nie było takiego zakłamania jak na Zachodzie, że to jest ukryte i ludzie nie wiedzą, w czym żyją, jak jest.
    Doradcy cały czas argumentujący, żeby z tym nie wyjeżdżać jako pierwsi, że Ukraina nie jest taka silna żeby pierwsza z tym stanąć. ( Nie wiadomo czy Francji albo Stanom Zjednoczonym by się to udało - [ode mnie]).
 Na końcu państwa ościenne razem przeciwko Ukrainie z trzech stron, nie w jakiejś wielkiej nienawiści czy chęci zniszczenia, ale właśnie przeciwko temu niewolnictwu upublicznionemu na arenie międzynarodowej, używając tego jako argumentu i pretekstu do międzynarodowej interwencji.
    Lider przyznający, że jednak rzeczywiście okazało się za wcześnie żeby wyprowadzić niewolnictwo na powierzchnię, z uwagi że inne kraje tego nie zrobiły i Ukraina wyszła odwrotnie niż chciała, z tej która chciała to ujawnić - na tą, która chciała to zainicjować.
  Na tym szlaku
  - jednym z wielu, jakimi może podążyć nasza historia, z tego jak ja rozumiem te swoje wizje, dosyć kurwa powiem między nami: plastyczne, dosłownie jakbym tam był, i widział słyszał wszystko na własne oczy w 3D -
  o załamaniu ponownego rozkwitu Ukrainy (przynajmniej na powierzchni) w momencie interwencji z trzech kierunków, decyduje porażka w wymiarze moralno-medialno-polityczno-marketingowym, a nie militarnym czy technologicznym.
  "Co z tego że w zasadzie to oni chcieli wyciągnąć to z ukrycia, skoro z głośników i ekranów w krajach ościennych poleciały takie narracje i obrazy, że społeczeństwa poparły wysłanie sił zbrojnych na ukrócenie owych nowych porządków"
  "Nie tylko trzeba mieć koncepcję, jeszcze trzeba zabezpieczać się przed skrzywionym przeds tawianiem jej w krajach ościennych"


321


Wymyśliłem w życiu wiele scen, fabuł i dialogów - tych powyżej akurat nie, niestety. Było to doświadczenie zbliżone do... Gdyby ktoś umiał robić fotografie swoim snom, i potem miał album z takimi fotografiami, i jak mu coś w codziennym życiu wypadło i się skojarzyło, to mógł znaleźć jakąś starą fotografię w tych albumach i ją wyjąć, i się w nią wpatrywać, wpatrywać... A potem opisać szczegóły, które tam ujrzał.

Mój komentarz (już nie opisywanie widzianych kadrów): Najbardziej na realizacji planu R skorzystałby nie naród ukraiński, ale wielki niemiecki przemysł. Więc czyj to był plan? Ukraińskich patriotów, czy osobników za takich się uważających, zresztą nie z własnej winy gdyż ich program jest stale patchowany, ilekroć sami zrozumieją że coś w tym wszystkim jest nie tak, nie wszystko tu się dodaje. Bo przecież swój naród kochają, ja im tego nie odmawiam.

Moje przypuszczenie: szefowie ukraińskiej mafii-zakonu-ultranacjonalizmu, tego co wyszło z podziemnych tajnych projektów na Ukrainie i stworzyło zmilitaryzowaną sieć w Polsce - umieją patrzeć do przodu tak daleko, jak chcą tego Niemcy. Plan na zamienienie kraju w obóz, skąd nie można nigdzie wyjechać i nawet w przypadku wojny, krwawego najazdu i bombardowań - nikt ich już jako uchodźców nie przyjmie "na drugi występ". W epoce prężenia muskułów przez Niemcy, Rosję, Chiny - gdzie wiadomo, że nikt z nich nie ma do nas daleko, i że myślą o nas regularnie, a kraj nie posiada poważniejszych naturalnych barier ani od wschodu, ani od zachodu. Innymi słowy, chwilowych kolonizatorów będzie można wyrżnąć w pień przy okazji przemarszu wojsk i sobie zabrać pustą ziemię ogromną; albo się nad nimi rozczulić, jeśli pokażą wypielęgnowane groby milionów swoich dobroczyńców.
ukraińskie ludki, weźcie to sobie kopiujcie i podawajcie
Bo na razie jesteście w Polsce i zarabiacie w miarę, a tu z tego co wiem i z tego co było mi pokazane, Niemcy chcą wam zrobić drugą Ukrainę rękami waszej mafii, a wy słyszeliście o tym planie NA PEWNO - i możecie "wrócić na Ukrainę, będąc tutaj". Ci wasi są w stanie Wam to załatwić. Polacy was poniżali, molestowali, oszukiwali. Ale to co opisałem, to co widziałem, ten prawdziwy koszmar i koniec nadziei na lepsze życie - to są w stanie Wam załatwić tylko ci wasi.






*


  Jeżeli Niemcy skutecznie zaatakowaliby Danię, to co tam by było potem, na tym terytorium? Niemieckie porządki, ład i gospodarka.

Jeżeli Afganistan skutecznie zaatakowałby Szwajcarię, to co tam by było potem? Taliban.

A jeżeli ukraińska struktura wojskowo-nacjonalistyczna, trzymająca łeb własnego narodu tak nisko przy ziemi, że ludzie uciekają stamtąd nawet ku losowej poniewierce, w poniżenie - przejęłaby następne terytorium, to co tam by potem było? Następna Ukraina.

Owszem możecie być im wdzięczni, bo to oni zmusili polskich przedsiębiorców by dawali Wam pracę. Ale to oni też zaprowadzili na Ukrainie taki rygor i wyzysk, że stamtąd uciekliście.

Bez relacji dyplomatycznych na świecie, czym można zostać... Kambodżą Europy?

Poszatkowane ludy, a każdy nieszczęśliwy inaczej - oto jest cel obcych mocarstw.

Jedno wielkie państwo - tym, czego się boją.
Dwa narody zjednoczone w jeden to jest większa siła i lepsze gospodarowanie, aniżeli dwa ludy żyjące na tym samym terytorium we wzajemnej wrogości i nieufności. Marzenie niemieckiego stratega: napuścić Rosjan, Ukraińców i Polaków na siebie, żeby nawzajem się wyrzynali wszyscy ze wszystkimi w trójstronnej wojnie sprowokowanej ze wspomaganiem komputerowym.

Zachodnie elity, myślące daleko do przodu i niekoniecznie o tym, że gdzieś tam na łące leży żuczek który tak się przewrócił, że nie może wstać, organizują nam nie tylko Ligę Mistrzów, żebyśmy pili piwo i patrzyli na mecze wieczorami.

Co innego też nam organizują.
Już widać, jak to się dzieje. Już zorganizowali.

To co dzisiaj: piwko, meczyk?
A za dwa lata, co - wielkie rezanie, w końcu, o którym szepczą już dzisiaj?
A za trzy lata co - praca u Niemca obok siebie Polak i Ukrainiec, jeden i drugi skończeni w oczach światowej opinii publicznej, jeden że taki frajer nie dawaj mu samochodu bo mu zabiorą na parkingu, wystarczy że ktoś się do niego dobrotliwie uśmiechnie, a drugi że jak go wpuścisz to ci podziękuje, potem popracuje, potem zarżnie, potem się zaśmieje, a na końcu weźmie się za drugiego Ukraińca?
A może jeszcze więcej sukcesów waszej mafii, i kolejne terytoria, kraje, kontynenty - aż w końcu podbilibyście cały świat, i stałby się on jedną wielką Ukrainą?

                 To dokąd wtedy byście z niej emigrowali ?
Nienawiść podsycana jest z zewnątrz po obu stronach granicy - to nie jest tak, że mocarstwa obce, takie jak Niemcy, Rosja czy trzecia siła, tylko na Ukrainie mile widzą i gotowe są wzniecać, wspierać, podsycać nienawiść i pogardę do Polaków, od lat - a w Polsce to już nie, my Polacy sami z siebie mamy wszystkie swoje memy, widzimisia, opinie są naprawdę nasze co do jednej i chamskie odzywki, Rosjanie zapomnieli stworzyć dział odpowiedzialny za wzniecanie nienawiści u nas, a niemieckie specjalistki od hipnozy zdalnej nie programują polskich robotników na poniżające Ukrainki powiedzonka, bo może nie widzą interesu w skłóceniu dwóch nacji i nie dostały takich ukrytych poleceń, nie dano im do zrozumienia jak ma być. Nie, u nas też podsycają i tak samo sztucznie hiperinflują poniżanie, pogardę, tym razem w odwrotną stronę, pomiędzy tymi samymi dwoma narodami, zresztą czy aby na pewno - skoro język tak podobny - ponieważ wiadomo że właśnie poniżanie najbardziej zapada w pamięć, a Niemcom i Rosji chodzi przecież o to żeby jak najbardziej skłócić Polaków i Ukraińców, aby zredukowali się sami bo w przemyśle potrzeba coraz mniej.

pytanie od istot, sprzed około tygodnia: Jak bardzo podobni musieliby być do siebie ci Ukraińcy, Białorusini, Polacy, Czesi i Słowacy, i jak podobne musiałyby być ich języki do jednego wspólnego - żeby oni się zorientowali, że te granice pomiędzy nimi to ktoś im trzyma sztucznie, żeby trwali podzieleni i słabi, choć z jednego wywodzą się ludu ? A ode mnie dodane: czemu oni nie poszli po rozum do głowy jak Chińczycy, którzy wpadli na to już tysiące lat temu, choć ich języki nie były do siebie tak podobne - i dziś są potęgą?

taki normalny ktoś, to ja nie wiem czy on by to udźwignął.
Dlatego dostałem to ja.

 fluktoid psychiczny strudzonych bytów narodowości ukraińskiej, jak zawiesina wiszący w powietrzu nad moją miejscowością, do którego jakże chętnie się podłączałem, ażeby pomóc tym ludziom i nam, wzajemnie się nie powyrzynać - tworzony przecież był przez konkretne, żywe jednostki. Do nich teraz się zwracam:



 Ukraina od której uciekliście nie zrobiła się sama - zrobili ją wasi na czyjeś zamówienie i dla własnej korzyści. Jeżeli wasi z Waszą pomocą przejmą władzę na kolejnych terytoriach, to co tam będzie? Eldorado? Disneyland? Monte Carlo?

  Czy Ukraina-bis, taka sama jaką zrobili u was, gdzie ludzie w nędzy i strachu starają się przemycać godność przez dni, nie mogąc nawet wypowiadać tego co naprawdę czują każdy w sercu indywidualnie, tylko zmuszeni równać w poglądach do wymuszonego konturu?



  Plan obcego mocarstwa to bałkanizacja Polski, uczynienie jej mapy centkowaną - z miejscowościami pod kontrolą ukraińskich nacjonalistów. Stopień realizacji planu: składy broni zlokalizowane niedaleko miasteczek. Nie trzymają broni w miastach, tylko w pobliżu.

   Na chwilę obecną - 30 VII 2022 r. - ukraińskie służby specjalne zastraszyły wielu liczących się polskich dygnitarzy za pomocą rozszerzonej metody Rosjan. To dlatego ludzie nie mogą uwierzyć w sklepach, w przychodniach, w pracy gdy rozdają kartki od wypłat - że wszędzie Ukraińcy mają lepiej i chodzą bardziej uśmiechnięci, niż Polacy w Polsce. I Ukraińcy też to widzą w marketach, że to oni kładą więcej produktów na taśmę niż Polacy z tych samych zakładów - i są za to wdzięczni swojej mafii, że do tego doprowadziła, i gotowi są dalej wykonywać jej rozkazy i plany.
Pytanie tylko, gdzie wojsko? Gdzie polskie służby specjalne?

  Jeżeli Polacy nie chcą zostać siłą roboczą pod kontrolą Ukraińców, jak opowiadała mi pewna Niemka, muszą lepiej pilnować swoich decydentów, albo zgromadzić wszystkie ich rzeczywiste ciała w schronie zabezpieczonym przed otwieraniem w nim portali.

  Generalnie cały plan jest niemiecki, tak jak i poczucie potrzeby zredukowania żywiołu polskiego - ale tym razem ich technologia i wyrafinowanie pozwala im przeprowadzić to zasadniczo rękami w ogóle innego narodu, który nawet tego sobie nie uświadamia, że w tym wszystkim chodzi o to, żeby nie było Polski i Ukrainy, tylko dwie Ukrainy - bo ktoś wymyślił, że tak mu się opłaci.
Może w Chinach, gdzie wiele ludów i krain, a miasta większe od naszych państw, tam gdzie setki języków - jeden Chińczyk drugiego zadziwia na przystanku autobusowym, przy papierosie, opowieścią że jest w Europie pięć małych państw, gdzie ludzie mówią bardzo podobnym językiem i także wyglądają jedni do drugich bardzo podobnie, ale pozwolili na zainstalowanie w sobie przekonania, iż są odmiennymi krajami o nietożsamych interesach - podczas gdy tak naprawdę jednym są ludem o wspólnym interesie, który tworzyć powinien jedno państwo, ażeby ten interes skutecznie realizować i go bronić.

 Ale choć mieli tyle gazet i tyle książek, to nigdzie tam o tym nie stało ani jednego zdania, bo to wszystko była jedna wielka mistyfikacja, a nie żadna prasa i wiedza ...i tak samo ta cała ich historia.

   Zamiast się jednoczyć w obliczu potężnych sąsiadów, dawali się napuszczać na siebie, niby w szkole podstawowej dzieci ze średnich klas tym z najstarszych.
5 ludów o językach i twarzach bardziej do siebie podobnych, niż Chińczycy z jednej prowincji do Chińczyków z pewnej innej
Chiny się nie narodziły od razu całe, nie było ich na pierwszej mapie od razu gotowych. Wiele było krajów, wiele ludów, wiele języków. I wiele armii, które przetaczały się przez to wszystko - ale to nie owe armie dokonały zjednoczenia, lecz idea, pomysł na Chiny, jeden kraj, jeden naród - koncepcja którą najpierw ktoś miał, podał ludom w rozwagę, zaczęto sobie to wyobrażać, niektórzy skłaniali się ku takiej wizji - a dopiero potem, poprzez ruchy wojsk i manewry dworskie, można było wizję ową urzeczywistnić.
  To nie było tak, że w jednym z sąsiednich państw ktoś wszedł na wysoką wieżę i zawołał: "Te, ludy, tam po tych krainach..! - Weźcie się zjednoczcie w jakieś Chiny, bo widzę dookoła że świat wielki, i jak będziecie takimi małymi państewkami i kraikami, to was dojadą i będziecie robić na nich".

     To musiał być ktoś od nich. Kto im to przetłumaczył, że jakby granic było trochę mniej, pomiędzy nimi, tymi co się znają, są do siebie podobni i ze sobą pracują, handlują, żyją - toby się też mniej musieli obawiać potęg zewnętrznych, które jak wiadomo przechodzą swoje cykle wzrostu i naporu, i to tak już jest że co jakiś czas narzucają się spokojnym ludom i krainom, powtarzając imperialne zajawki.
Prawdę o wielkim słowiańskim ludzie, który w czasach niepamiętnych widomie rozszedł się po sąsiadujących ze sobą krainach geograficznych, oddzielonych górami i puszczami, które spowodowały rozszczepienie się języka na poszczególne odmiany i narzecza, widać i słychać gołym okiem - nie trzeba do tego być naukowcem, łatwo samodzielnie to zrozumieć.
  Ale tego wielu naukowców nie potrafi, rozumieć świata samodzielnie i osobiście, a nie "przepisywać od telewizora".

Jeździły za nim strudzone twarze
strzegli go czujnie przy radarze
nie tylko bowiem koty i gąsiony
lgnęły do niego, gdy był upalony

Lecz wizje, sny, cudze wspomnienia
ze strefy, co mówią że jej wcale nie ma
i niby z taśmy lat splątanej
dalekie kadry na wpół wywołane

Bo w dzień zwyczajny, pośród obcych ludzi
w odległym wymiarze mógł swą sondę zbudzić
z tkaniny danych, pośród wszystkich nici
tę najważniejszą wybrać i w swe słowa schwycić.

Znałem strefę półprawd i blask lampy w oczy
nie potrafię podać skąd mam dar proroczy
może komar ugryzł kiedym w mroku kroczył
może to gen w mózgu jakiś z drogi zboczył
albo od niespania to przez setki nocy
czasem pojawiały się przebłyski mocy.

Wiem, że kto na alarm bije głośno, długo
..gubi czasem trampki, i siebie - nad strugą.
Efekt Castro-Tito

 Onegdaj jugosłowiański przywódca marszałek Tito swoją osobowością i prezencją, oraz szacunkiem jakim cieszył się nie tylko wśród własnego ludu, lecz również wśród światowych przywódców, dodawał splendoru swojemu krajowi i stanowił "pół jego marki" w sensie wizerunkowym, jak mówili później sami Jugosłowianie. Podobna historia z Fidelem Castro - gdyby nie on, Kuba nie byłaby taka znana na całym świecie. Nie byłaby nawet w połowie tak znana. Kiedy ktoś na świecie myśli o Kubie, to ten Fidel Castro z odpalonym cygarem często się pojawia gdzieś w rogu obrazu wyobraźni, albo nawet nie w rogu - i to niekoniecznie jako totalitarny dyktator, lecz równie dobrze może być jako ciekawy odjechany koleś, który miał swoją wizję i ją zrealizował, na przekór potężnej sile nawisającej nad jego marzeniem. Zarówno kubańska, jak i jugosłowiańska emigracja rozsiana na całym świecie, a także kontakty międzynarodowe i handel obydwu państw niewątpliwie korzystały z pozytywnych skojarzeń budzonych przez nazwy ich krajów, kojarzone z legendarnymi przywódcami.

        Widzimy zatem, jaki wpływ na egzystencję kraju w świecie może mieć jedno skojarzenie, jakie wszyscy z danym krajem mają.
    A gdyby jakiś lud, jakiś naród - kojarzył się z rezaniem? Ze zdradą i wyrżnięciem tych, którzy ich ugościli, którzy im pomogli, którzy przyjęli ich pod własne dachy? Gdyby na całym świecie oni byli kojarzeni i to na wiele pokoleń naprzód, że to są mordercy którym nie można zaufać, a już w żadnym wypadku - im pomóc ?
        To co by im zostało, jak nie siedzieć tutaj i pracować u Niemców, bo w innych krajach nie byliby już witani z uśmiechem, toteż i na płace miałoby to swoje przełożenie.
*

i jedno z największych zaskoczeń na tej stronie, kochani, czyli pojedyncza wiadomość dedykowana wprost do ukraińskich tajnych projektów, próbujących zaatakować wszelakie terytoria które się da, gdyż tak im nakazuje ideologia i wiem o tym nie tylko ja, ale również inni telepaci, innych mocarstw - i może dlatego potem lecą na was bomby ...?

A oto ta wiadomość, szczera, ważna i prawdziwa:

Wielu przyduszonych wewnętrznym zdziwieniem ukraińskich patriotów i patriotek może nie podejrzewać, że gdzieś na tym świecie groźne pająki szukały sobie otoczenia, w którym okrucieństwo je cechujące najłatwiej można by zakamuflować. prawdopodobnie ich gang udaje jedną z grup waszych szefów - to nie są Ukraińcy
Coś a'la sondaż - czy twoim zdaniem:


a) Polacy i zachodni Ukraińcy nie są aż tak od siebie różni, jak Niemcy i Rosja pragną żeby nawzajem się postrzegali. Podobnie Polacy i Białorusini ..genetycznie różnią się tak niewiele, że to w sumie tajemnica w tej części Europy.

b) Jednak Ukrainiec to jest Ukrainiec, oni są w gruncie rzeczy nieobliczalni i nie powinno ich być w Polsce więcej jak 450 tys. - obojętnie czy ktoś ich lubi czy nie lubi, ale z uwagi na interes bezpieczeństwa państwa. To i tak byłby więcej niż 1 nie do końca obliczalny na każdych 100 mieszkańców kraju ..a wiadomo, ile jest mocarstw w tych czasach, jak rosną i jak się prężą, jakim trzeba być zwartym i gotowym do obrony, bez nieobliczalnych we własnych szeregach.

c) dobra dobra, rezać rezać, dali dalij, tu speed krecha wciągnięta patriotyzm, browar wóda jechane się strzelać - tak jak Niemiec programuje siedząc na krzesełku

on szedł przez miasto widział ludzkie twarze
a wewnątrz doznawał przejmujących zdarzeń
Bo kiedy minął już twarzy bez liku
zaczęło w nim w środku wzbierać
coś na podobieństwo krzyku
niby demon wstał, jął spozierać
i pytać: widziałeś te charaktery?
widziałeś, jacy skoszeni z bajery?
jak równo idą, jacy podobni
Gdzie dawniej był naród dorodny
człowiek prawdziwy, dumny i wyrywny
idzie dziś manekin płaski i pasywny

Dawniej gdy w twarzy młodej
buzowały marzenia
zdawało się że to King Kong
pręty klatki rozwiera

Dzisiaj idzie schludny..
był już na portalu..
skromny, niemarudny
- wiem, znasz takich paru.

Dawniejszy dorosły miał i smak, i gest
patrząc jemu w twarz, przechodziłeś test.
Dawniejsza rozmowa była jak film w kinie
nie błądziło się wzrokiem, czekając aż minie.

Czy pamiętasz wspaniałe dawne niebo prawdziwe?
A przechodniów z ulicy, ich twarze jak żywe?
Charaktery niby księgi drukowane gęsto
człowiek cieszył się, żył i dziwił tak często.
Nocą w przejściu podziemnym bliźnim był ten drugi.
A dziś obcy sami, idź jak pociąg długi.

Dawniej ludzie byli: wyspy tajemnicze
dzisiaj są jak piękne, lecz wygasłe znicze.
Dawniej ciocia, placek i sąsiadów bankiet
dziś dekoder, Egipt i znów nowy market.
Tyle nowych lotnisk, takie piękne dworce
..twarze jak instrukcje, gdzie dawniej proporce.
Dawniej psy warczały, gryząc się pod oknem
dziś stąpają miękko, przystrzyżone modnie.

Gdzie dawniej kraj był skromny i cichy,
człek w twarz bogaty, choć w kieszeni lichy,
gdzie znudzoną minę i wnikliwy wzrok
spotykałem co krok

Ptak był wilgny, a deszcz mokry fajnie
nie jak dziś sztuczne, nierealne
zdają asfalty się, żywopłoty.
A słońce jakby za knoty
ludzi miało
tak praży miast świecić, jak dawniej bywało.

 Kraj dawny pamiętam, i lud co miał twarze, a każdy swoją. I powietrze było tak wilgne i tak napełniało płuca, a kiedy patrzyło się na asfalt szosy po deszczu, to on tak jakoś wyglądał klimatycznie, nie bezosobowo jak dzisiejszy asfalt po deszczu, taki wyobcowany, rzekłbyś: "on nie ma duszy", podczas gdy o dawnym asfalcie szosy po deszczu z lat 80-tych nie można było tego powiedzieć tak kategorycznie, że on nie ma duszy. Słońce niegdyś świeciło, zaś latem fajnie grzało - nie że po prostu zabija, jak teraz, tak jakby to był zupełnie inny obiekt aniżeli opisywany przez starożytnych. Historia miała swój bieg, zwroty akcji, nurty i przełamania, istniały epoki i fazy, tym się żyło, o tym się dyskutowało - nie jak teraz, od 1993 powtarzany jest zasadniczo jeden i ten sam rok, z nieco ulepszaną elektroniką. Przecież to jest dramat.. - ale największy, że tak mało osób odczuwa potrzebę zauważania tego.

Jeżeli puszczą nas kwadratowych, z kwadratowym Słońcem - to też nikt nie powie "- Halo..?!"



"w tym świecie najbardziej rzeczywiste było wkurwienie"






 Osoby prywatne oraz europejskie mocarstwa zainteresowane moją wiarygodnością i życiową drogą, która doprowadziła mnie do tego punktu, a także gotowe dokonać bezpośredniego zapoznania się z prawdą o "niemieckiej elicie trzeciego sortu" instalowanej jako głowa w Wielkopolsce, o poziomie duchowym tych ludzi i sposobie postrzegania Polaków - szczerze i z głębi serca zachęcam do skorzystania z technologii i sprawdzenia trzech i pół roku mojego życia wstecz od lata 2022 roku, momentów tuż po godzinie 22-giej - ażeby znaleźć moment rasistowskiego ataku pewnej Niemki na mnie przy użyciu urządzenia do rażenia prądem, i to wśród jakich haseł!
powtarzam że chodzi o Niemkę, a nie żeby z lenistwa czy tchórzostwa się pomylić i mi zarzucić, że coś źle pamiętam; szukajcie, aż będzie Niemka która ceni porządek bardziej niż człowieka, w sytuacji kiedy ona mówi, że jest Niemką, a zdarzenie jest dla mnie monotonnie nieprzyjemne.
  Nie chodzi o czekające na tej samej drodze unikalne perypetie i szczere rozmowy wokół kawy pełne zwrotów akcji, stanowiące cenną i nieodzowną część życia mego utkanego z przygód tyleż groźnych, co przytulnych. Coś trzeba w życiu pamiętać, mieć co. I ja mam



   Nie zgłosiłem wtedy tego na policję z powodu, o którym mówiła chełpliwym i zarazem pogardliwym tonem - ponieważ dzięki współpracy wielkopolskich służb była w stanie od razu wymazać mi pamięć o tym zdarzeniu.

 Plan niemieckiej elity wobec służalczych rodów Wielkopolski również został wtedy w krótkich słowach nakreślony, o ile dobrze sobie przypomniałem ową napaść na robotnika na tle narodowościowym.







 Gdyby Polacy i Ukraińcy się pogodzili, to kto by na tym nie zyskał? Niemcy.

 Gdyby jedni przestali poniżać drugich, a ci drudzy - wszystko im zapisywać w pamięci.
Znanej piosenki słowa mówiły
że jest miejsce gdzie nieznane siły
ubiły tak unikalny syf i dół,
że sam widok zginał człowieka w pół.

Daleko stąd na dworcu w Kutnie
przewidywałem dzikie, smutne
twarze - wchodząc tam młody, w nocy
we młodzieżowych schiz karocy
zdrowy i ciekaw tego,
czy... -Wtem ujrzałem jego..!

W tłumiku poczekalni dworca
na pozór śród sztachet proporca
wyróżniał się miną nietypową
jakby nie musiał już rodzić się na nowo.

Dwadzieścia trzy lata prawie
potem - senny czy przy kawie,
pamiętam wciąż jego oblicze,
i owe oczy jak powstańców znicze.

Smród był tam dworca, nikt nie trzymał maski
i wówczas dziwnej doznałem łaski.
Na twarzy dziadka, po całym życiu
wyświetlał się bilans w jego obliczu.

Jak ręką mnicha co pisana
księga staranna, niezbrukana.
I było w niej coś z okrętu znoju,
co dotarł sam z całego konwoju.

Spojrzeniem zdrętwiał gdzieś w bok i ciut wyżej
stałem ciągle w drzwiach; nie musiałem bliżej.
Wśród wszystkich osób w poczekalni całej
on jeden jaśniał jakby był medalem.
Tak dumny z losu swego trudu
udało się: dokonał cudu!

Czy swe życie przeżył uczciwie
czy postępował z gruntu godziwie
tam w ową chwilę nie wątpił chyba nikt
ni ja - a on, jak gdyby już znikł
z doczesnej sprawy i sceny
tak siedział poza wszelkim ruchem
na poły obecny duchem.

Stojąc wciąż w drzwiach poczekalni,
zdumiony trwałem, może nachalny
patrzyłem w dziadka jaśniejącą twarz
a w jego życiorys był to dla mnie właz.

Więc było tam pojechać warto
nadłożyć drogi do Kutna
przeniknąć dworzec w noc czarną.
A gdzie piosenki treść smutna,
tam był jaśniejący dziadek
- hitowy wspomnień mych spadek.

Dla niego zawsze atrament,
bo on we wspomnieniach diament.
Dla tego starszego pana
mógłbym rymować do rana.

On był jak przemytników król -
przemycił godność przez całe życie.
Wiedział co lęk, wiedział co ból,
ale honorem nie zarył w muł
- niezwykłe twarzy miał poszycie,
niezwykłe tam były kolory i blaski,
nadzieje siebie co nigdy nie zgasły.


  Babcia mi to wpajała, żebym zawsze czynił tak jak się powinno, właściwą rzecz. Podobnie tata formował mnie swoimi wypowiedziami, że należy zawsze postępować tak, jak zrobiłby w danej sytuacji porządny człowiek. A mama mówiła mi, ale tak z przejęciem że wymagała tego ode mnie, a nie tylko sobie mówiła - że tchórz patrzy i myśli, co powiedzą inni, a odważny człowiek robi to, co podpowiada mu serce.
  W szkole mówili podobnie tylko że nieprzekonująco, tak mrużąc przy tym oczy nieco, więc mnie nie przekonali.
  Ale tamci mnie przekonali, bo rzeczywiście nie dawali się przyłapać na jakimś niechlubnym postępowaniu, no to ja też się nie dawałem, no i tak jakoś się to nakręciło, i tak mi już zostało.
Lata mijały i się śmiali. Przechodzili obok i patrzeli się dziwnie, jaki jestem.
Na końcu pojawiły się moce, dziwne efekty, że ja umiem a inni nie. Może to od tego, że zawsze starałem się robić właściwą rzecz ?

moc miała też trudniejsze strony:
gdy obok ktoś został poniżony
i w sercu ścisnęło go coś,
a godność spłynęła do stóp
- to choćby zagadał mnie ktoś,
a w oknie pokiwał mi trup
- i tak był zauważony,
i tak przeszedł przez moje serce
swą chwilą w tej poniewierce.

Choć ledwo okiem musnąłem
i usta martwo wydąłem
i choć odwracam już głowę
kontynuując rozmowę
to tamta w źrenicy mej postać
odbija się ciągle ostra
i z myśli układa się konik
on biega, on łezki roni
i szuka: jak to, dlaczego
znów się zdarzyło co złego.

Znów ktoś przez kogoś zdeptany
znów zamiast chwil były plamy
a ktoś stał i się nudził
drugiemu dzień cały ostudził.

A potem dzień po dniu
wracam przyglądać się złu
trójwymiarowej w pamięci scenie
jak w matrixie, gdzie spowolnienie

badać ludzi i twarze
ich motywy i słowa
przyczyny tych smutnych zdarzeń
dojść, w kim się krył zły kowal.

*
  Analizując swą ścieżkę poetyckiego rozwoju, od pierwszych prób w latach 90-tych kiedy deklamowałem śmiało swoje twory, lecz w dalszych rzędach ktoś się uśmiechał, a we wzroku tych z przodu widziałem, że oni mi się trochę jednak dziwią, z czym ja wyjeżdżam do sali - aż po dzisiejszy okres niebezpiecznego mutanta poetyckiego o nieznanych możliwościach, który nie wiadomo czym jeszcze zaskoczy siebie i wszystkich - doszedłem do hipotezy, że o tym czy ktoś tworzy poezję, czy tylko pisze rymowane strofy, decyduje to czy dana postać posiada charakter i aktywnie używa go dzień po dniu, "ma go włączonego", a w sercu przeżywa zadry, z którymi przyszło jej obcować w realności dnia - nie, nie ogląda serialu, tylko ciągle przeżywa zadry i niewysławialne chwile, spojrzenia, a przeżywa je właśnie gdyż taki ma charakter - i to z tarcia rzeczywistości o ów charakter powstają iskry, napięcia, wyładowania psychiczne - które ujmowane w formie wersowanej, rymowanej lub nie, tworzą poezję.
wiersz z dołączoną zagadką:
wskaż, w którym wersie nabredziłem




Przyjechali zgarbieni w te strony,
przywieźli swe dzieci i żony,
swe nadzieje i plany, swe smutki
nasiąknęli w kraj mój calutki.

Przyjechali na ziemię moją,
pomyślałem: "tak u nich gnoją,
jacy oni skromni, poczciwi"
- pomagałem, kolega się dziwił.

Byłem miły, uczynny
a ich wzrok - tak niewinny,
lecz ich krok tak wyborny
żem był rychło przezorny.

Tak kiedy patrzysz w lazurowe morze,
marzysz i nie dowierzasz może,
że tam wśród rybek, pod falami
ciche okręty tkwią z wyrzutniami.

Kalkulujesz ich spojrzenia:
"w nich powoli coś się zmienia".
Z wolna twardnieją jak beton,
w źrenicach przemyka szkieletor.

Przyjechali na moją ziemię,
nieugiętych pradziadów gdzie groby.
Długo byłem uczynny i miły
podstawiono mi w umysł powody.

Cieszą się w sklepach i gdy pracują
lecz co oni tam w tych głowach snują
że twarze nieraz niby wprost spod szronu
zimne i twarde jak krzyże z betonu.

Wciąż bardziej harde ich spojrzenia
gdy taka pomoc; ilu z nich docenia?
Czy widać za nią ich szacunek?
Jak patrzą się, gdy jest ich tłumek?

Niektórzy mają wzrok wesoły
i myślą "co to są za strony?
Gdzie tajna głowa ich, elita?
Ktoś skosił ich jak pole żyta..."

Niektórzy kroczą jacyś zacni
i na nich zwłaszcza musisz być bacznym.
Śmieją się w słońcu, a w deszczu skromni
w noc ich ataku czule ty to wspomnij.

Ludzie to mili i raczej fajni
a sukces ich mafii coraz mniej tajny.

Ażeby w swoim kraju istnieć
znać muszą słowa nienawistne.
Kamerze trzeba im machać miło
w wąskim gronie krakać, by nas co wybiło.

Pozabierali już pracę naszym
kierują w autach, stoją u maszyn.
Najgorszy jednak ciemny błysk w oku:
z gatunku odłożonego wyroku.

We własnym kraju czuję jak tonę
z każdym kolejnym ich milionem.
Ulice nieco mniej przyjazne
pociągi pełne, sklepy za ciasne.

W ich wzroku coś z tajnego kodu,
a coś z wyższości bez powodu.
W słowach ich języka fonemów krople
szeleszczą ostre niby srebrne sople.

Przyglądałem się długo i dziś jestem zdania
że z ich masy coś się wyłania.
Unosi się plama jak Terminator:
krzywi uśmiech krasnal, on ma sekator.

Pnie się po murze cień
gdy Polak patrzy na mecz, leń.
Ich twarze piękne, a oczy dumne
a ręce silne: niosą tobie trumnę.

Niby twarda blacha, co od spodu ciasta
wyłania z ich ludu, się po wsiach i miastach
jak pancerna armia zwarta, usłuchana
ukraińska mafia stechnicyzowana.

Spostrzegłszy to, w dywan bajery
prędko złożyłem te litery.
Niestety wszystko prawdą było
i jak coś w oku, w każdym dniu tkwiło.

Widać jasno, co planują
tacy skromni, tak harują.
Stal i ogień kraj ich zżera
wpierw chcą dostać, zaś wydzierać.

Przeżyła Polska rzezi wiele
lecz żadna dotąd jej własnym dziełem.
Miała Ojczyzna powstawać z kolan
a nie zmieniać w historii Trojan.

Gdyby ich rodzice mieli inną pracę,
dawno temu książę żenił się inaczej,
gdyby w morze drzewo spławiać inną rzeką
nie urodziliby się stąd daleko.

Dzisiaj ostrzymy na siebie noże?
A razem przyjdzie bronić się może.
Cieszą się daleko, w rozdziwiów powozie
z niesnasków w słowiańskim obozie.


  Jeżeli ja sprowadzam do swojego domu metr sześcienny różowej, fosforyzującej galarety - to dla mnie podstawową informację, w której chodzi o moje być albo nie być, stanowi: czy to jest zwykła galareta wykazująca bezwładność i niewykazująca podstępności, którą można łatwo pofragmentować i rozprowadzić w miejsca, gdzie jest potrzebna - czy też jest to T-1000 z filmu Terminator 2, w swej istocie bardzo groźna struktura potrafiąca bytować zarówno jako bezmyślna galareta, jak i szybka zabójcza maszyna.

  I podobnie, jeżeli do mojego kraju przyjmuję miliony obywateli innego państwa, to informacją dla mnie kluczową jest czy oni są niezrzeszeni niby piksele, czy też wszyscy oprócz tego, że mają swoje paszporty, prace i mieszkania, mają również zobowiązania wobec ekspozytury rodzimej struktury mafijno-państwowej, której rozkazy muszą wykonywać jeżeli nie chcą wracać skąd przybyli.

  Jeżeli ich ziemię trawi ogień i kobiety tam płaczą, a się dowiedzieli że gdzieś jest inna ziemia gdzie oglądają meczyki i co kawałek mają fryzjera, to jak kombinowałby każdy w takich okolicznościach - obojętnie bestia, czy człowiek ?
Jak kombinowałby patriota, generał, tajny wicepremier d/s mafii i noży ?

  Słyszałem już o sojuszu z ropą w tle, o sojuszu z gazem w tle, o sojuszu z głowicami nuklearnymi w tle - ale sojusz z rezaniem w tle widzę kurwa pierwszy raz.



 Ja rozumiem, że cyborgi, że mutanty, że tajne projekty, że wiedza którą mieli od Rosjan którzy mieli ją od Chińczyków, że to wszystko razem stworzyło z nich nie lada przeciwnika - ale jak w masło, żeby tak wchodzili? To dla kogo to jest wstyd? Kto zaspał? Chłopcy od ściągania za ochronę? Dobrzy byli na przedsiębiorców, na dziennikarzy. Z Ukraińcami już im nie poszło. Tylko im wychodzi to prowadzenie z nimi owej rzekomej gry, w całym kraju tej samej, w której są obserwowani kiedy się rozprzestrzeniają i poszerzają wpływy, jest ich coraz więcej na naszym terytorium i coraz butniej się zachowują, coraz hardziej się patrzą, a to strapione twarze Polaków bez pracy widzi się coraz częściej.

  Pozostaje jakoś ujmować to w dokumentach, że sytuacja jest pod kontrolą.
Ostatni gasi światło?
Ostatni do końca rozdaje soczki?



o zdalelektronicznym generowaniu poniżania między Słowianami w wielkopolskich cywilnych tajnych projektach rzutowanych zza Odry:

Jak kraj szeroki i długi
leciały w powietrzu strugi
niewidzialne fale udające myśli
czasem był w nich sen, który dziś się przyśni.

Wysokie anteny sprytnie rozmieszczone
w nadziei że wszystko kiedyś zapłonie.
Że się jedni z drugimi nawzajem wybiją
perfidną elektroradiową pchani siłą.

Jeden kradł, drugi molestował
trzeci ćpał, czwarty przyniósł browar.
Piąty wciąż poniżał, szósty nic nie robił
siódmy się wałęsał, ósmy kibel zdobił.

Ku uciesze zdalnych swych operatorów
wzdłuż im wyznaczonych prymitywnych torów
podążali zgodnie, kręcili się dniami
grubymi tak nićmi zaprogramowani.

Aby widział Niemiec, w salce mógł przedstawić
że jego humanizm dobro mógł tu sprawić.
I aby pociągiem wracając w swe strony
mógł wyjeżdżać z minką, z fryzurką, spełniony.

I tak jak geolog, co we gruncie bada
jego tam jest sonda i odwiert nie lada
tak ja fałsz niemiecki poznałem dogłębnie
i to zło najgorsze, co nepotyzm lęgnie.

Słabe mieli sztuczki, prymitywne triki
dziś przed całym światem dyndają ich wnyki
w które mieli łapać tu niewinnych ludzi
złe słowa w nich zasiać, co dobre wystudzić.


Czy z milionami Ukraińców przyjechały dziesiątki tysięcy fabryk, żeby oni mieli gdzie pracować? Nie, pracę muszą zabrać Polakom. Ot, ze dwa miliony miejsc. O co tu może chodzić, jak nie o ich służby specjalne i front porwań, wymuszający na polskich decydentach i przemysłowcach takie kształtowanie rzeczywistości, powolne dyskretne "gotowanie" Polaków w ich własnym kraju - gdzie już teraz to oni pracują na świadczenia socjalne Ukraińców ?

Zarówno badając sytuację w Internecie, jak i rozmawiając na żywo w realnym świecie - odnosi się obecnie to samo wrażenie, szerokie i twarde jak ściana, zimne i oczywiste: Polacy mają dosyć Ukraińców we własnym kraju. Po prostu dosyć. Nie że za głośno mówią do telefonów, za bardzo śmierdzą ich papierosy, za dużo pozabierali pracy czy wydoili pieniędzy z sektora świadczeń socjalnych. Tylko po prostu: dosyć, za całokształt, za to jacy są, jak się zachowują i jak się patrzą. Za to jacy są naprawdę, kiedy robi się ich więcej i przestają udawać.
  Powstaje zatem pytanie, dlaczego w telewizyjnych relacjach i na rządowych konferencjach lansowany jest zupełnie inny obraz, poczciwego Ukraińca w potrzebie, niecierpliwego aby się odwdzięczać gdy tylko skończy się wojna i odniesie karabin do domu. Telewizyjne stacje to można by jeszcze zrozumieć - są w obcych rękach, więc reprezentują interesy zagranicznego kapitału, a nie polskiego narodu.
    Ale rząd ?
      Bo to już ludzi wkurwia. I to wyjątkowo wszystkich, już bez podziału na PiS i PO, rząd zjednoczył naród - wysługując się ukraińskiej racji stanu, nawet wbrew polskiej. Niech oni sobie chociaż nazwą jakoś ten rząd, na przykład niech obradują w Sieradzu, żeby potem historycy mogli mówić "rząd sieradzki", tak jak była "konfederacja targowicka" i "rządy sanacyjne".
  Łatwiej kloc haszu wnieść na posterunek, niż ujrzeć jak w ludziach wygrywa szacunek

to są kurwy nie czasy



Kiedy na Ziemię przybywa kosmita
gdzie pierwsza jego pada wizyta?
Czy go zobaczą w Białym Domu
a może stanie w furcie klasztoru
czy lewituje nad piramidą
w podziemnej bazie bądź, stoi za szybą?
A może on to siedzi w markecie,
sałatę twoją ściska i gniecie?

Czy idzie do pałacu księcia
w konfesjonale pyta księdza
na dysce wzrokiem maca babki
w teleturnieju czy - łamie zagadki ?

A może patrzy w serc wykresy,
kogo ogólne dobro cieszy?
A może mają gdzieś tabelę,
gdzie są i dobrzy i skurwiele,
gdzie w słupkach widać życia cele?

I patrzą kto szukał uczciwie
więcej dostawszy, nie siedział przy piwie
sklepienie pytań umysłem pruł
chciał wiedzieć, co jelonek czuł

Poodwiedzał ludy
dni to były próby
a im lepszy ekran w kinie
a tym mniej w człowieka minie

Chodził w dużym mieście, widział są normalni
podobni do siebie jak źdźbła słomy w stajni.
Poznał - to kamuflaż, wiedział - oni żyją
lecz kim są naprawdę na ulicy kryją.

gdy spowolnili me myślenie
szedłem uparcie, wiedząc co w cenie:
że nie ten, co jak woda w kiblu bystry
lecz ów, który w sercu, myśli czysty
gdy nasuwają się zdarzenia
wirują siły, ich splecenia
za dużo kiedy jest czynników
obliczyć nie da się wyniku
nie ten, co ma rozumek sprawny
lecz ten, co na duszy jest zabawny
Nie ów, który myśli jak światłowód
lecz ten co we sercu czuje powód
gdy sił i splotów ich za dużo
gdy zgiełk wydarzeń spadnie burzą
i nawet oczy najbystrzejsze
już skoki robią krótkie, częste
..ten jeden stoi trwały, silny
co był w sumieniu zawsze pilny.

przybliżał światy za pomocą słów
przebił zdaniem matriks, stęknął, potem znów
zbierał swe marzenia, wizje, różne jazdy
składał z tego prom, unosił go w gwiazdy

przeniósł wyobraźnię w nowe tysiąclecie
był po prostu w ludziach, nie musiał w gazecie

strzelali w niego pustką, smutkiem i żalem
giął się, płakał, padł - lecz jazgotał stale
z liter pełnych uczuć znów wypuścił sznurki
poszedł wyżej w umysł, tam odkręcił kurki

Jak gdzieś na Hawajach, kiedy wstaje fala
i grzywa spieniona łódeczki obala
tak nad wzrokiem jego, jak stugłowa kobra
stawała do wrogów ława zdań dorodna.

Z tym nikt nie nadążył przy mnie
zdania gdy, z wierzchu niewinne
jak puszczone czarne linie
nowe ciosy, ciągle inne
hej, gdzie wirtualna sfera
kształt i przestrzeń się wybiera

tak sunęły tam gdzie chciałem
z liter włócznie niebywałe.
Bali się silni i groźni,
bowiem w sercu kto jest możny
ten potężny w dniu i w końcu
on ostatni stoi w słońcu.

*

brzmi tak łatwo i ładnie,
gdy gotowe się czyta
pisząc nieraz był na dnie
lustro o litość pytał

nieraz opadła głowa
ręka kawę wylała
lecz powstawał od nowa
zew spokoju nie dawał

żeby prysnąć tym w czasy
kręcić znaczki i wiersze
wydąć w nieznane basy
dać swe myśli najszczersze

wysuwał metafory
niby to smok szpony
umiał z akapitu kuszę długą zrobić
kończył wtedy kropką - jedną, żeby dobić.

Jak reflektor, co po nocnym niebie
błądzi w bezrozumnej potrzebie
co wieczór rymy ino nowe tachał
jak gdyby głupi kijem w wodzie machał.
Jak Pudzianowski swą rzeźbę,
ćwicząc - budował swą poezję.

z myśli klarowne laserowe strugi
zmieniał w słowa powiązane
zbudować pomost w bajkę, szeroki i długi
nierzadko próbował nad ranem

Długo pluł rymami, jak stary mitoman
nagle stał poezji niezniszczalny Conan.
Udowodnił że idąc w schizę,
można przebić przez wszystko i odnaleźć się wyżej.

hardy luj i gapa - dwie przeciwne twarze
goniły się w nim jak w klubie handlarze
Tak długo łomotał w głębi jaźni bramę
że rozkruszył tą co ją trzymała ścianę.

Strzegł się nożowników i czekał zniewagi
lecz wyprowadziło go to z równowagi
że wśród jego popisów, szaleństw, drak
mu pomóc ktoś chciał bardzo tak.

Na co dzień dziwak, trochę debil
lecz w nocy pułap geniuszy przebił.
Jeden się codziennie golił,
inny - w historię gramolił.

A po tym umiałem poznać swój styl
że nie równo sylab, nie jak w wojsku dryl
i nie tylko słowa prawidłowe
czasami bowiem

już gotowa była niby okręt wielki
metafora strofą, a tam w niej sens wszelki
lecz brakowało do rymów zamknięcia
jednego słowa, jak w miocie szczenięcia.

Człowiek wtedy nie patrzył: czy Ślązak, czy pyra
nie pamiętał czy z Kaszub przyszedł wiersze tyrać
obojętnie która gwara, wiek, czasy
jeśli tylko był wyraz, który w wygibasy

zdań słów popisy, metafor statuy
pasował niby krecik w oczach głodnej kuny
to nie było miejsca na zgrywanie mistrza
więc chwilami bywa ma poezja płytsza.

  Tak niewiele dbałem o to, co dla mnie - a tak wiele otrzymałem.
Im więcej o to nie dbałem, co ja z tego będę miał, tym więcej mogłem - niby kapitan pirackiej flotylli, który przepuścił pięć galeonów ze srebrem przepływających koło jego wysepki, bo jego piesek chciał siku ale był chory i chodził powoli - i potem, wyprowadziwszy psa i obejrzawszy przez lunetę znikające za horyzontem galeony, udał się na przechadzkę do parkowej altanki - lecz monety, klejnoty i przeróżne pierścienie wysypywały mu się z rękawów, a on śmiał się i wciąż to lekceważył.

siedmiu książąt świrów składało mu skłony
rzucał im klejnoty, dłubał je z korony
szpaler z baśni figur bawił się na sali
delfin z jednorożcem brali coś w oddali

Z kryształowych kul firany
podwieszono od góry, jak obrazu ramy.
A w barwach tęczy niepoznane sznury
zdawały się zwisać z niewidzialnej chmury.

Wnet wojowniczki z różnych światów
piękne na modłę groźnych kwiatów
nadchodzić jęły z przygodami
za każdą dywan z rekwizytami

w powietrzu lewitował wolno
a sunąc tworzył chmurę wonną
zaś w niej obraz zmiennej ostrości
wartkie przedstawiał okoliczności.

Jak złote wszywki w płaszcza niciach
tak kiedy przeglądnięto życia
losy, historie, wybory trudne
i znaleziono wielkie, cudne

czyny, ich bohaterów, tych co tak żyli
- to po kolei teraz wchodzili.
A wielki obłok był już w środku sali
widzieli w nim dobrze nawet ci z oddali...


wewnętrzny front cały czas trzeba utrzymywać
Choć i w twarzach, i w godłach różni
to tak samo: raz dzielni, raz próżni
i nakazom sumienia nie zawsze posłuszni.

Chociaż jedni są z bliska, a inni z daleka
nie to decyduje czy co w twarzy czeka
bo tak samo łzy płyną
i się człowiek przepycha wewnątrz ze swą winą.

Nie to się najbardziej w człowieku liczyło
w jakich to równinach z ziemi go wybiło
ani swoich wrogów klął w języku jakim
lecz czy sam na siebie miał on jakieś haki
w sumieniu pogmatwane sprawy
dawno zaszłe, wciąż - budzące obawy.
Nie to człeka miarą, jak w paszporcie godło
lecz czy przez rok cały jakoś z twarzy wiodło.



Zwarci, pracowici, mściwi
przybyli w kraj nielitościwy
gdzie zakłamanie, próżność, pycha
hulały niby w zupie łycha.

Siekierki w oczach mieć muszą
żeby z ojczyzny ujść z duszą.
Ludzie porządni, gdy spojrzysz w ich wnętrza
lecz tam gdzie żyją srogie zło się spiętrza.

Gdy oni widzą: naiwny, leniwy
czują to co ty, patrząc na pokrzywy.
Gdy oni widzą: ziemia, słońce, spokój
- lepiej na powtórce sprawdź ich ten błysk w oku!

chodzą narobieni, fajni i promienni
tylko czemu czasem w źrenicy kształt ciemny

"tutejsze stwory od góry i poznane po czynach"

Choć mieli maszyny i wysokie domy
wiązki niewidzialne, latające trony
lubili klejnoty oraz białe ściany
i uśmiech sztuczny, zimny, wyświechtany
choć mieli swe księgi święte i obrazy
wystrzegali się grzechu i w opinii skazy
chociaż mieli pachnidła i dywany modne
- to co z tego, gdy zamiast serc sople.

Zbudowali swe miasta, z kosmosu je widać
i jak trudno będzie im się światu przydać.
Grają swoje fale, puszczają je w strony
niby to lis charczał, w pętli usidlony.

Kiedy w morzu świeci alga sobie mała
nie wie, że od góry - to jest jasna plama
wielka, na wybrzeża mile.
Algi takie małe, lecz jest ich aż tyle.

Tak samo podłości tutaj, między wami
i każdy podstęp udany
kiedy jest ich wiele, w co po drugim bloku
patrząc na to z góry można doznać szoku.

Nawet nie chodzi o te wszystkie kominy
tylko jakie są akcji waszych przyczyny
jakie motywy, jakie cele
i czemu warte tak niewiele.
9 lipca 2022



brakuje Jana Pawła, brakuje nowego Jana Pawła II jakiegoś nowoczesnego, który by tchnął w polskich ludzi no kurwa tę jakość, tą duchową treść

   Chodzą po galeriach, chodzą po ulicach, patrzą się na siebie. A Polak Polakowi gdzie? W tej podnoszonej szybie po wejściu do auta, na ciasnym parkingu pod nowym osiedlem? Gdzie orzeł i gdzie jego biel, kiedy on rozpościera skrzydła? W tych zapatrzonych w telefony pasażerach komunikacji masowej, wyizolowanych jak gdyby osoby wokół postrzegali w charakterze nieuniknionej okoliczności towarzyszącej?

"pewnego razu w Poznaniu ' 2022"

Gdy idziesz czasem zamyślona,
galeria pusta - sprawa załatwiona,
przed tobą facet w obrotowych drzwiach:
uważaj, jest jak pękająca kra!

Zobacz to z jego perspektywy:
"-Cóż to za kurwa znowu dziwy!?!
że pusty cały wielki hol
a paluch jej prawie dotknął
plecaka mego w obrotowych drzwiach?
Oj.. chyba zaraz będzie trach!.."

I już obracam lekko głowę,
raczej to syknę niż jej powiem,
przed rzutem świetlne niby dyski
źrenice me - w nich kurwne błyski,
dżentelmen dość nieoczywisty.

Może spostrzegła - wszak nie dotknęła,
więc cięta chwila ją ominęła,
gdy psychika ma niby szyba
co idzie rysa, pęknie chyba
już szykowała twarz ostrą i smutną
i niby rzepów słów garść pokutną.

Wtem przeminęło, nic się nie stało
oboje światło dnia już ujrzało
w tyle galeria, obrotowe schody
zniknęły napięcia powody.
I już odchodzą w swoje strony
wzajemny zgrzyt udaremniony.

Jak normalny dostał kompleks że jest normalny, zarumienił się i zaczął się tego wstydzić? Może było tak że sobie siedziałem, pisałem, ale jakoś tak mi weszło czy to jest normalne, jak gdyby normalny ktoś - niby ja, jako ja, jako punkt widzenia pojawił się w mojej głowie i się zapytał, czy to właściwe tak siedzieć i pisać wiersze, kiedy mafia pozornych sojuszników próbuje przejąć kraj, a w każdym razie bardzo mocno się w nim usadowić. I wtedy ja, tak racjonalnie - bo byłem racjonalny, gdyż dopiero wróciłem niedawno do domu, do siebie, do swoich jazd - tak się z tym zgodziłem, wystraszyłem się siebie że tak chciałem siedzieć i pisać wierszem, tej swojej natury do tworzenia poezji się zawstydziłem i wyparłem, i zmieniłem kartę w edytorze - aż się prawie sam przy tym zarumieniłem, w każdym razie minka na pewno była.
   Ale potem myślę: "Co kurwa normalny, mi tu będzie pierdolił? Niech spierdala przed telewizorek. Ja będę pisał wiersz cały dzień, jeden wiersz, i jeszcze nie będę się tego wstydził - ba! będę dumny, że jestem taki inny, że tworzę coś nowego i może mi wyjść, bo mało kto tego próbuje" - i tak postanowiłem.
  "Normalny pojawił się w mojej głowie i szybko dostał wpierdol" - tak było.
 nawijas wierszowy - jeden wiersz cały dzień obojętnie jaki temat poemat aktualnych przeżyć i wizji


czasami różnica pomiędzy wrażliwym a pojebanym jest tylko taka, czy jego tata miał sieć hoteli czy namiot pod mostem

 Potrzymaj mi piwo i patrz jak im udowodnię, że oni są jednym narodem, który dawno temu rozszedł się po tych dolinach i pagórkach, a to się nazywało Europa Środkowo-Wschodnia.


Kiedy idziesz pod słońce, trudno spostrzec swój cień. I trochę tak samo z własną podłością.
"istoty wieloramienne o ludziach"

Ludzie: ci, którzy marnują
drzewo wytną, sklep zbudują
atakują kamieniami
przezywają mordercami
rano śpią jak manekiny
potem krążą bez przyczyny
hałasują, w wieczór piją
spieramy się, czy oni żyją.

Niektórzy tylko są spoko
gdzie czyste jest serce, a uczciwe oko
gdzie fajna rozmowa i miły gest
ale tych nie wiemy ile jest.

sam patrzył zdumiony w lustro
gdzie był wcześniej trup pod chustą
i bez blasku smutny wzrok
- dziś przesuwał ludzi w bok,
samej jazdy korytarzem
wizją oddalonych zdarzeń
z twarzy, z oczu tak czytelną
choćby szedł ulicą pełną.
znów patrzy w wozy jadąc przez miasto
pociąg przecina jak szpikulec ciasto
spojrzenia kobiet nikną w nim, gasną
jak krzyk gdzie noc, gardło i hasło.

*

Spoczywał na dnie kolos stalowy
ogromny statek transportowy.
Chodził po nim krab, ryba w nim pływała
lecz sylweta kogoś przypominała.
Sonar go przebadał, ekspert nie dowierzał:
tam Optimus Prime leżał !

*

Wziąłem słowa, literki
mi lewitują jak bierki
Naprężyłem swe myśli, i w zdania:
jaki chcę obraz dla was wyłaniam.

A to obraz jest mojego dnia.
Nic tu nie wymyśliłem ja.
Chciałbym ująć - nie mogę; prze chwila
oni w wozach - ja tylko na rymach.

Ktoś jeden chciał mieć dom ogromny
- a inny zostać legendą potomnych.
Takim bogactwem ja się brzydzę,
bo z twarzy co jest w środku widzę.

Ktoś ma działeczkę, ktoś beemwicę
- ja umiem stać sobie cicho, skrycie.
Lubię tak patrzeć, w ludzi i chwile
nieraz kurtynę wielką tam uchylę.

Czasem i nawet w aucie odległym
opuści szybę cwaniak niepośledni
i choć z daleka, od razu zgadnę:
gdy patrzysz w niego to jak w zapadnię.

A czasem ktoś obgada grubo
przychodzi, gębę ma na cudo
uśmiech fałszywy i przyjazny ton
- z przekąsem marszczę wtedy skroń.

Słuchajcie tedy, co w realnym świecie
nie w telewizji i nie w gazecie
widziałem faktyczny ja, fizycznie
i złożyłem w strofy postempiryczne.

Niby z lasu szyszek, tak z chwil dni i lat
wziąwszy, gdzie w pamięci duży, wyrazisty znak
kadry kobiet wielu w jeden zespoliłem
portret Ukrainki z mafią z rymów ustawiłem:

Patrzy się groźnie, z pozoru czule
oczy jak czarnoksiężnika kule.
Uśmiech znikomy, a krok staranny
przeszła - i stoisz niby wewnątrz ranny.
W rysach frasunek, trud i najbliżsi
prędko się kurort w Egipcie nie przyśni.

Choć lepkim wzrokiem ciągle krok jej grodzą,
to idzie skromna, aż ciarki przechodzą.
Jak wodę pośród szczelin w skałach
swą godność przez dni przeciskała.

Nieraz człek drugiego czyta niby księgę
widząc tam i niebo, i lęk, i udrękę.
Nikt nic nie powęszy, ani nie zapyta
czemu pod przymusem ktoś się nie wysypia.
A ja, chodząc bez lunety,
widzę wszędzie to samo niestety.

Uśmiechy zadziorne, zmarszczki natarczywe
auta eleganckie, ale sprawy krzywe.
T-shirt za trzy stówy
w marynarkach spluwy.
Nakręcam swe wiersze,
ciszę nimi utnę:
czemu najładniejsze
chodzą takie smutne?

*

Pewnej zimy tyrałem po nocach
i z tego com spał na nim koca
zaczęło pachnieć w sposób szczególny:
znany tym, co przystępowali do trumny.

Sapiąc się o człowieczeństwo
niekiedy naraziłem się na niebezpieczeństwo.
Nie było wtedy ochrony i rady
nie wystarczyłyby układy.

Lecz gdzie dalekie są krainy
światów powody, epok przyczyny
na krew i bój skąd subtelne twarze
patrzą, nie mogąc zdradzić wrażeń

widzieli jak robaczka rano
znalazłszy, pomogłem mu stanąć.
  nie staraj się być zajebisty, bo zajebistych nie lubią. Prawdziwych lubią, a nie zajebistych. Zaj#ebisty przez chwilę jest zajebisty, przy pierwszym kontakcie, a później zaczyna on irytować tą swoją zajebistością, jakiś taki zdaje się przez to fałszywy i nieprawdziwy, bo to przecież tak nie można być non stop zajebistym, chwila po chwili, nie wychodzi w praktyce, więc on też coś ściemnia i właściwie może lepiej byłoby żeby spierdalał, zanim wkurwi. Zajebistych nie lubią; lubią prawdziwych; autentycznych.

   Próbowałem trochę być zajebisty, tak non-stop, dzień po dniu ..ale się podmęczyłem i mi przestało wychodzić, i na końcu już nie byłem ani zajebisty, ani po prostu sobą, tylko zmęczony.
Jak serial, co ma trzy sezony
w jednym pudełku na dyskach zmieszczony
a na okładce kadry kolorowe:
momenty akcji ważne i kluczowe

tak z twarzy kogoś, kto mi w sklepie sunie
i myśli że cokolwiek ukryć na niej umie
niby zatrute puzzle jakieś martwe
odpadają drgnienia ciemne, sine, twarde.

Jak doba jest długa, a minut w godzinie
tak w środku w osobie myśl za myślą płynie.
Długa nić z intencji, słów, akcji i kroków
i czy trza ją ukryć, bo w tym cały szkopuł.

Jak gdyby w kuchni drogiego hotelu
pośród talerzy, na nich potraw wielu
jedno dało udko stare i zepsute
całemu powietrzu smutną, groźną nutę

tak czasem w zamożnej pani oku
niby krąg na wodzie, jak po czyimś szlochu
w źrenicy kobiety zamożnej
się odbiją chwile czyjeś smutne trwożne.


Idzie zaś w markecie pani, jest bogata
świecą jej pierścienie, droga rzadka szata
rzęsy zagęszczone, świeża twarzy skóra
i tylko coś wzrokiem obok ludzi szura.

Odwiedził kosmita raz tutejsze strony
przechadzał nieborak się często zdziwiony.
Lecz nie szklane wieże ni ekrany świetlne
lecz jak godność z twarzy za byle grosz cieknie
iskierkami były dla jego zdumienia
i że solidarności między ludźmi nie ma.
Że w prasie, na filmie albo w przemówieniu
naród zwarty niby kryształ górski krzemu
lecz gdzie zwykłe są chwile i sprawy codzienne
idą czasem pęknięcia w pamięci brzemienne.

Nie wiedzieli że to kosmita
właśnie dziadka o tramwaj zapytał
potem znalazł i podszedł, gdzie sklep
teraz stoi i patrzy, jak kiep:
jest kolejka i ludzie stoją
a na twarze swe maski gramolą.
Kasjerowi klientka - faraonem,
ten w kolejce drugiemu - pustym dzwonem.
Potem poszedł do lekarza
- przyjęli go, to się zdarza.

Jechał tramwaj, się przez szyny przesuwał
i był sobie przystanek, tam kosmita czuwał.
Wzrokiem tasował ludzi
twarzy ryt go ostudził.
Czesał po ludziach wzrokiem
lecz pomimo czystych okien
i mimo, że umiał wnikać
..za wiele nie było co czytać!

Gdy pociąg mknie i go ciągnie od przodu
lokomotywa pełna obwodów
stali i śrub, trybów i łożysk
- dla niego żadna w badaniach korzyść.

Gdzie dowodzenia centrum wielkie
gdzie mapy i rozkazy wszelkie
dla wojsk powietrznych i lądowych
gdzie sejf i kod wielocyfrowy
- tam on nie chodzi, on by umiał
tam jego pomysł żaden by nie zdumiał.

Zobaczył drogowy most podnoszony
miział się w kasynie, zgubił tam żetony.
Czy za eskadrą lotniskowców sunie?
Nie - te rzeczy, on to wszystko umie.

Lecz tam gdzie fani, ręce i głośniejsze dźwięki
zdeptane woreczki, pijane panienki
gdzie szedł widząc dredy, glany i swetry we szlaczki
a na scenie kolo, jak w zrywie padaczki
otwierał swe wnętrze, tryskał nim we tłumy
..jeden był co dotknął tak szczególnej struny.

Wtem kosmita przestał zgrywać normalnego
i tak trwał w bezruchu, kiedy ujrzał jego.
Z oczu puścił wiązki, chciwe i dokładne
zbadać tutejszego, co było w nim na dnie.

Kiedy publiczność śpiewała z nim chórem,
miał już włączoną swą aparaturę.
Gdy tamten sprzęty rozrzucał po scenie
jak lalką gdy nim miotało natchnienie

fani patrzyli w niego jak w ikonę
a obcy wciąż nie miał nic obliczone.
Przystanął w końcu w ziemskiej swej podróży
spojrzenie natężył, w sobie czas wydłużył.

Pomniał odwiedzone światy różnych istot
jak niewielu z nich by takie coś wyszło
żeby jaźni własnej poszarpane struny
przy wszystkich odsłaniać, śpiewać o nich w tłumy.


Jakiś czas później osoby szkolone
w techniki cuda wyposażone
odtwarzając w czasie krok za krokiem jego
czesały dokładnie, czy tam szukał czego.

Sam się do nich zgłosił potem dnia pewnego.
Tak podyktowało mu kosmiczne ego.
Grał w otwarte karty, opowiadał żarty
życzliwie rozbłysnął w rytm ich dnia utarty.

Choć były na to procedury
nie poszły jakoś w ruch kabury
gdy mówił, wypuszczając chmury
..się podśmiechiwał co niektóry.

Kosmita, wciąż w dobrym humorze
zaoferował, że pomoże
wizyty przebieg swej wyjaśnił
mógł potem chodzić niby w baśni

W pociągach zagadywał ludzi
szedł gdzie zadyma, uśmiechem gniew studził.
Miał wstęp nawet we wysokie progi,
ciekawe nieraz wynikły dialogi:

Ci pokażemy pocisk taktyczny.
- Nie, ja chcę gdzie jest ktoś spontaniczny.

Chodź ujrzysz z bliska tamych czołgów wieże.
- Wolałbym jechać przez tłum z papieżem.

Pokazują piloci teraz co umieją.
- Chcę między namioty, gdzie się młodzi śmieją.

No to może zobaczysz lasery?
- Widzisz tamtą babcię, i jej koty cztery?

W południe nafciarze dokonają wierceń.
- Może zobaczymy dziś rzut ślubnym wieńcem?

Pan wicepremier już w sali czeka.
- Poznajcie Dorotę, weszła jej tableta.

Pomówmy o tej nuklearnej próbie.
-Idącą przez dym świateł smugę
chcę widząc barwną w nocnym klubie
rozmawiać z damą w rudym czubie
i patrząc na jej uda grube
z kieszeni spodni podjąć próbę
wyjęcia z niewidocznym trudem
lekarstwa na zwykłość i nudę
bym chwilom mógł przynosić chlubę
a z jaźni swej masywną grudę
teleportować w dyskursu budę.

Chcesz widzieć jak szpieg obsługuje skrytkę?
- Jak w banku wkręca się emerytkę.

Proszą do sejmu cię posłowie.
- Zajdźmy do parku, leży tam człowiek.

Fajna impreza wieczorem w hotelu.
- To zaproś bezdomnych, przy dworcu ich wielu.

To może wielki pokaz sztucznych ogni?
- Szukam silnych wrażeń - idę do przychodni.

Idzie ktoś z wywiadu, ma plik dokumentów.
- Napisałem dla niego 150 stron wstępu.

Patrz jak te dwa drony panują nad drogą.
- Wolałbym na łące śmiać się, mieć do kogo.

A czy w końcu zrobimy raz coś poważnego?
- Cały czas zczytuję cię ziemski kolego,
i tak samo na łące gdzie był żuk i kwiatek,
biegłem i się śmiałem, tak jak chciał mój statek.
Nie zimne silniki ni w kwantach patenty
zgłębiam, lecz waszych serc odmęty!

*


Co innego widzieć autostopowicza na poboczu drogi, jak przyjaźnie i skromnie macha ręką, a co innego jechać z nim już potem we własnym aucie, gdy zaczyna momentami milczeć i ma się wrażenie, że w ułamkach sekund ukradkiem dziwnie się spoziera, choć nie można go na tym przyłapać. I tak samo jest różnica między "co setnym Polakiem" a "co dziesiątym Polakiem". Różnicę już po nich widać, po przybyszach z Ukrainy, po tym jak się zachowują, jak patrzą się kiedy stoją w większej grupie.

  Widome jest, że obecnie twarze ich nie mają już, jak na początku emigracji, wyrazu typu: "dzień dobry, jesteśmy skromnymi gośćmi, przyjechaliśmy tu uczciwie pracować, a poza tym nie przeszkadzać" ..tylko bardziej spozierają już co poniektórzy wzrokiem hardym, w rodzaju "jesteśmy liczni i mamy swoją siłę, nie musimy się kłaniać ale na razie ..zostawmy to". Zagadkowa przemiana ich oblicz, w połączeniu ze znanymi mi faktami, świadczy o ukrytym planie z którego postępów są zadowoleni.

Ile milionów obywateli Ukrainy w Polsce, posłusznych swojej władzy i mafii bardziej niż polskiemu państwu i prawu, mamy obowiązek traktować jako liczbę krytyczną, stanowiącą już zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego państwa i bytu narodu polskiego?
   15 milionów?
   10 milionów?
   5 milionów?


Napływający do nas w milionach żywioł ukraiński nie jest to bezkształtna masa, lecz wyglądający na bezkształtną masę organizm, który ma i kość i nerw - i ukryty stalowy szkielet, sterowany elektronicznie z kraju.

   Do wojska i wszystkich służb specjalnych, ale takich prawdziwych że mogą coś zrobić, gdyby chcieli podjąć działania w jakiejś sprawie, np. z powodu posiadania ideałów - a nie że Romowie czy Niemcy im pokazali biuro, krzesła i kazali im statystować jako komórka polskiego kontrwywiadu, a ci goście starają się w to wierzyć i żyją w miarę wygodnie, pracując nad każdym kogo szefostwu wskażą mocodawcy, lub są widoki że się opłaci - a kiedy w miasteczku zaczyna wzrastać ukraińska mafia, prowadzą z nimi wysublimowaną grę polegającą na tym, że jak Ukrainiec nie jest w stanie sobie sam czegoś załatwić, to oni mu załatwią, ażeby zdobyć jego zaufanie - nie wiadomo po co, skoro i tak "Lachy się wyreza gdy tylko będzie nas wystarczająco dużo", jak to oni między sobą mówią, jak oni wierzą, jak oni traktują to w sumie beznamiętnie - właśnie tym, którzy im służyli, na końcu okazując największą pogardę.

   Wiem że niektórzy z was dziwią się polskim decydentom, jak mogli wysunąć i zatwierdzić rozwiązania prawne które sprawiły, że w krótkim czasie stopa życiowa Polaków poleciała na łeb na szyję, natomiast Ukraińcom wystarcza i to nie oni oszczędzają w marketach, to nie oni chodzą strapieni i przygaszeni.

   Nie dziwilibyście się gdybyście wiedzieli, co oni opracowali. Tak jak Szwajcaria doszła do wyjątkowych zegarków, Korea Południowa wyprzedziła inne kraje w produkcji sprzętu RTV, a Kubańczycy są w stanie najlepiej wytwarzać cygara i robią to - podobnie i Ukraińcy chcieli mieć coś swojego, i bardzo im zależało żeby osiagnąć w tym mistrzostwo, prześcignąć inne kraje. Dyscypliną ową nie było, uwaga, ani rozdawanie soczków i koców potrzebującym, ani wpuszczanie do siebie dowolnej liczby milionów operatorów obcego systemu podporządkowanych w stopniu poważnym sile zewnętrznej.

   Straszyć - oto co chcieli umieć robić Ukraińcy najlepiej, ci ze służb specjalnych - tajnych stowarzyszeń - zakonów (bo różne nazwy ma tam siła która trzyma zwykłego Ukraińca za kark i przed którą uciekają tak chętnie, nawet w poniżenie), i dzięki pracom nad metodą zapożyczoną od Rosjan doszli do takiej technologii, że byli w stanie w krótkim czasie uprowadzić, zastraszyć i odstawić fizycznie niesponiewieranych, ale przekonanych do posłuszeństwa - tak dużą liczbę polskich decydentów, że to Polakom żyje się teraz gorzej we własnym kraju niż ludziom, których dopiero co wpuścili.

   Ja wiem jak to jest w kontrwywiadzie, że trzyma się własny rewir i psioczy na górę, którą i tak koszą. Ale jeżeli wy i wojsko ich nie powstrzymacie, to pewnego dnia to już nie będzie wasz rewir, tylko ich - i nie będzie tych których doiliście, tylko będą Ukraińcy z których będzie żyć ich mafia, bo to oni będą mieli ich lepiej zastraszonych - tak jak dziś mają lepiej zastraszonych polskich polityków.
 Bonus - wiadomość od jasnowidza: premier pewnego europejskiego kraju został uprowadzony i zastraszony przez służby specjalne państwa pozornie sojuszniczego. On zdradził i zaczął wykonywać ich dyrektywy. Skalkulował sobie to wszystko i tak mu wyszło. Nawet, szczerze mówiąc, za bardzo tego nie przeżywał - tak on tego wewnątrz nie przeżywał potem psychicznie, jak jakiś Rejtan z obrazu, czy coś; nic z tych rzeczy.

Wystarczy sprawdzić jego dysk.
1 VIII 2022
  Jakie jest prawdopodobieństwo, że udałoby się opanować ukraińskie powstanie w Polsce, gdyby ono wybuchło tej nocy i po prostu zaczęli oni systematycznie i w skoordynowany sposób likwidować ludność cywilną polskich wsi i miast, bronić się w sposób przemyślany i przygotowany na różnego typu stanowiskach umocnionych w tysiącach miejscowości, dokonawszy setek aktów sabotażu na drogowych i kolejowych szlakach komunikacyjnych ?
 65%?    70% ?    60% ? 
         Mniejsze? -Przecież ja nie jestem generałem, ale swój rozum mam. I widzę, ilu ich jest. I nie, nie same kobiety i dzieci. I nie, nie patrzą się z wdzięcznością za pomoc i że to polskie społeczeństwo ponosi koszty ich wojny i ewakuacji.

To gdzie jest moje 35% ? Nasze wspólne, wszystkich Polaków, 35% do pełnego bezpieczeństwa, że pewnej nocy nie obudzą nas krzyki i strzały. Przecież niepokój już czuć za dnia, już jest taka elektryczność pewna. Kto ukradł, kto sprzedał ? Kto... zdradził !?!

Ile byłoby strat - i tak, zanim udałoby się to zdławić? 270 tysięcy wariant minimum, gdyby zdusić w zarodku.

Nie było żadnego referendum, czy w swój dom wpuszczam obcego, który wzrokiem dziwnie błądzi.

Nie było żadnego referendum, czy my Polska po prostu kończymy
...a to są tacy państwo, którzy nam w tym pomogą.
4 VII 2022
taką ideologię miał ogarniacz przysłany z Ukrainy:
"co ty, o Lacha się martwisz?"
- mówił do drugiego, rozmowę ich zobaczyłem umysłem


Zadanie dla kontrwywiadu: ustalić, czy w Polsce istnieje kontrwywiad. Ustalcie, czy istniejecie - czy też czym innym jesteście, a co innego oznajmia napis na tych szkłach które macie poustawiane we wnętrzach. Bo gdyby w Polsce istniał kontrwywiad - ja tak sobie rozumkuję, po robocie - to czy tuzy ukraińskiej mafii zastanawiałyby się w dobie obecnej, w ilu powiatach RP ich powstanie-rezanie mogłoby się już udać, miałoby szansę powodzenia?
   A wiem, że oni się zastanawiają. Że jeszcze mają mało, ale gdzieniegdzie już tak sobie rozmyślają - co by było, gdyby... Czy na przykład oni są gotowi bardziej niż powiat sąsiedni, no a czy w związku z tym dobrze wyglądają w oczach góry.

  Więc czy w Polsce istnieje kontrwywiad, czy jakaś banda dorobkiewiczów gdzieniegdzie myśląca że jest kontrwywiadem, gdzieniegdzie już tylko od niechcenia pozująca na to, a żeby się wkręcić trzeba mieć kogoś z rodziny, bo to takie lukratywne - no nie..?

 Tymczasem Ukraińcy w niektórych powiatach już się zastanawiają, czy aby przypadkiem nie są gotowi, i mogłoby to im pójść, wyjść - odwrócić sytuację, kto ma przewagę liczebną.

O do kurwy nędzy !~!

- historia chyba nie nazwie ich kontrwywiadem, tylko jakąś atrapą, która funkcjonowała przez pewien okres.


Pozostałe wiadomości ze świata:
 - Niepokój wśród poznańskich Romów. Do pracy w wielkopolskim kontrwywiadzie Niemcy mogą zacząć zatrudniać Ukraińców - skoro imali się już w naszym kraju tylu zadań trudnych i najtrudniejszych, dlaczego nie mieliby się sprawdzić jako komórka polskiego kontrwywiadu? Ukrainiec jest pracowity, on wykona co mu powierzysz - sam widziałem w zakładach pracy; co prawda, dreszcze też przy nich przechodzą, czasem - przy niektórych.


   Istnieje odmienne wydanie rzeczywistości w przyszłych strugach czasu, w którym Polacy i Ukraińcy żyją w zgodzie, bez napięć ani wzajemnej nieufności, i poniżanie dawno się skończyło - żyją jak równi z równymi, coś jak Anglicy z Walijczykami, Szwajcarzy z Włochami albo Islandczycy z Polakami - ale Ukraińców jest w Polsce znowu tyle, ile było kiedyś zanim Polakom zaczęło to przeszkadzać, że wszędzie tylu ich jest, że się zrobiło ciasno i ubogo, i jakoś niepewnie - i w dodatku jak się na nas patrzą, jak niewiele w ich kurwa wzroku jako jasnowidz i telepata znalazłem życzliwości przez te wszystkie lata - a przecież tylu ich zobaczyłem na ulicach, w sklepach.
  W tej wersji rzeczywistości Ukraińców w Polsce jest owszem więcej, niż niektórzy Polacy by sobie życzyli - ale żyją w zgodzie i to prawdziwej, tak jakby zostali ci co nie chcieli rezać tylko normalnie żyć, a ci drudzy wyjechali. Nie mam pojęcia jak to było zrobione że ich tak odsiali, może sprawdzali każdego hipnotycznie.

Kiedy kontrwywiad robił przekręty
profesor spał w parku odziany w chachmęty
a wojsko robiło w klonach interesy
...wtedy wstał jasnowidz, wzrokiem wszystkich przeszył.

Wielu ludzkim twarzom, długo i spokojnie
przypatrywał się jak sonar używany w wojnie.
W myślach bez pośpiechu,
zazwyczaj w uśmiechu
chodził między nimi
zmapował ich winy.

Gdy skarby w ich duszach
zobaczył ukradkiem
podziwiał, się wzruszał
przeżył chwile rzadkie.





autentyczna historia człowieka współczesnego z 2022 roku, w ogóle bez literatury, sam fakt:

Zarywałem noce aż po długie ranki, i to latami - od połowy 2008 r. - żeby coś ludziom przekazać, jakoś ich podnieść z niewiedzy duchowej, a o rzeczywistości zwłaszcza. Nieraz się przez to ocknąłem nie w tym miejscu, w którym nieznana kobieta zapytała mnie o drogę, a i poważniejsze zlecenia na mnie bywały, i bywały wykonywane. Na to wszystko łożyłem jeszcze z własnej kieszeni, już jako seria klonów o wspólnym programie umysłu i trwałym banku pamięci, ażeby utrzymywać serwer i domenę.

  A po tym wszystkim zostałem uznany przez "profesjonalistów" za fałszywie mieniącego się społecznikiem. To dla kogo ja to wszystko pisałem i nagrywałem w parowach czy na polnych drogach - skoro sam już o tym wiedziałem, bo gdybym nie wiedział to nie mógłbym o tym napisać ani opowiedzieć? Dla kogo, jeśli nie dla społeczeństwa? Jak ograniczonym trzeba być, żeby tego nie dostrzec. Jak ograniczonym trzeba być - w postrzeganiu rzeczywistości bądź w swobodzie ruchów kadrowych - żeby nie dostrzegać, jak ograniczeni są podwładni, i że szastają tymi swoimi ograniczeniami niesprowokowani nawet w sprawach wagi państwowej.

 Potem sobie tak raz siedziałem, i myślę tak: włączyć film czy teledysk. Ale film, znaczy się, że mądry - taki dokumentalny, że wyszedłbym na mądrego, gdybym go oglądał. Chociaż akurat nie czułem się zbytnio mądry, taki już zmęczony raczej. Ale na tyle byłem jeszcze przytomny, żeby wygłówkować następująco: jeżeli ja naprawdę byłem społecznikiem, a napisali że nie, to po co będę zgrywał mądrego, skoro jeżeli nawet gdybym faktycznie był mądry, to i tak by napisali inaczej - bo to tak w życiu jest, że jak komuś coś załatwiła rodzina, a nie sam się wybił, to zawsze jest niedowartościowany i drugiego aby umniejszać, ile wlezie.

  No i nie włączyłem tego filmu dokumentalnego, nie było sensu zgrywać tego mądrego, bo nawet gdybym faktycznie był mądry, to i tak powiedzieliby inaczej; ta historia z tym społecznikiem nauczyła mnie tej ich metodologii.
Gdybym cichy cały trud
swego życia zebrać mógł
i naprzeciw sił i gron
trud jak blok ustawić w pion

by się tak zrobiło zimno
cień by sięgnął wioskę inną
przyszli stamtąd wpatrywali
we mnie, nieruchomo stali.

Potem poszliby po księdza
lecz by nie chciał mnie przepędzać.
No to by przyjechał patrol
z trudną mierzyć się zagadką.
Bo by mnie już tam nie było
gdzieś poszedłem, znów odbiło.
Zostaniecie uwolnieni w końcu - z tych wszystkich Polsk, tych Ukrain, z tego złudzenia że jesteście jakimiś ludźmi na świecie gdzie z fizycznej konewki leci woda.

Ale jeszcze trzeba czekać wam, i pracować pilnie nad sobą.
19 lipca 2022


 A gdyby był taki Kajtuś. I gdyby kiedyś ptak zrobił mu kupę na ramię koszuli, a on potem powiedział temu ptakowi, że jest niefajny. I wyszłaby wtedy taka pani, zresztą nie wiadomo skąd - tak jakby się patrzyła z ukrycia przez cały czas i nawet nie starała się tego faktu ukryć - i popatrzyłaby na Kajtusia poważnie i powiedziała mu, żeby nie mówił że ptakowi że jest niefajny, tylko najwyżej że przed nim jeszcze wspaniałe obszary do rozwoju, i że ptak nie zrobił nic złego tym ostentacyjnym sraniem, jakby nie wiedział gdzie zląduje kupa, tylko że to jest po prostu obieg energii w przyrodzie i właściwie to Kajtuś powinien patrzeć na niego życzliwie, że się nie leni tylko prowadzi aktywny tryb życia, lata sobie, je owady i robi owe kupki.

  "No może rzeczywiście" - pomyślałby, w każdym razie starałby się tak pomyśleć Kajtuś. Gdyby świadomość była jak kinowa sala, to on starałby się taką myśl sobie wyświetlać na ekranie. Ale akurat wtedy cała sala rechotałaby jakby w ciemności: "Ja pierdolę, jakie to są pojeby" - to ten drugi głos, który czekał w Kajtusiu zawsze, choćby milczący ..i był tam jak grunt pod nogami.

   I tak wyglądałyby dni Kajtusia, miesiące i całe lata w tej dziwnej krainie, której nie chciał opuścić, chociaż coraz więcej napisów było w innych językach, a ludzie którzy mieszkali tam od pokoleń - chodzili coraz bardziej przytłoczeni codziennym trudem, tak jakby już coraz mniej z tego wszystkiego mieli dla siebie, coraz mniej im starczało czasu na jakiś odpoczynek czy własne chwile. Co i rusz rzekomo albo się Kajtuś źle odezwał, albo źle popatrzył, albo źle przystanął - i zaraz ktoś go pouczał i twierdził, że wiedział lepiej co wtedy powinno być, że na przykład on wtedy nie powinien przystawać bo tamował ruch pieszy, tylko miał wtedy spać albo pracować, a z kolei gdy drzemał to akurat powinien mieć refleksje a nie się wylegiwać i tak dalej. Tak było w całej krainie, nie tylko Kajtuś miał z nimi problemy, z tymi osobami nieznającymi syfu dnia codziennego, które wtykały swoje palce i ręce pod ubrania i psychiki wszystkich co tam próbowali żyć, realnie egzystować w fizycznym świecie według zasad, jakie w nim funkcjonują, a nie że był sobie pisarz i opisał w książce, co by mu się podobało, a potem ładnie ubrani w wykwintne stroje przyklasnęli owym ideom po kolacji, i kazali swoim niewolnikom użyć technologii do wymuszenia na populacji trzymania się wyteoretyzowanych przez kogoś pewnego popołudnia reguł, a nie tylko zasad przetrwania, zysku i dominacji obowiązujących z natury rzeczy w realnym biologicznym świecie.

     Całe życie Kajtusia było jednym wielkim wyreżyserowanym koszmarem, na uzasadnienie, przygotowanie i sfinansowanie którego spreparowano odpowiednie dokumenty, którym rzekomo uwierzyły akurat te same postacie, co tak poza tym to inteligencji im nie zabrakło do wieloletniego utrzymywania się w górnych partiach wielkopolskiej elity władzy. Wśród haseł o moralności, dobroci, rozwoju emocjonalnym i duchowej ofensywie społeczeństw, Kajtuś był ofiarą drwin, gwałtów, znęcania się, poniżania i katuszy fizycznych, chemicznych, elektronicznych i hipnotycznych.

   Aż przyjechały postacie z osobowościami w totalitarnych egzoszkieletach.
To było kurwa straszne, jaką oni mieli ideologię, w którą musieli wierzyć, jeżeli w nią wierzyli, i nawet gdyby akurat prywatnie, z własnego serca i osoby w nią nie wierzyli, to i tak musieli wierzyć, że w nią wierzą, i o tym mówić, i jechać z tymi którzy nie powtarzali słów i zdań ową ideologię wyrażających.
    Ale nie cały czas można udawać i w końcu i oni musieli zrobić swoje prawdziwe oczy. Kiedy wracali z zebrań do swoich domów i było po deszczu, a oni tak szli z wzrokiem jak cichy i nieśmiały słup sinego cienia pochylony do przodu, w którym coś jakby zapadało się do wewnątrz, do dna, i odbijało stamtąd na powrót, i tak dochodzili do domów - to ich oczy odbijały się przecież w kałużach, których woda połączyła się potem z wielką wodą, no i tak jakoś Kajtuś się dowiedział.

   Raz sobie Kajtuś był i już nie pamiętał, znudzony wtedy czy zmęczony, czy wesół - no i tak nic się nie działo, nie działo, ale tak Kajtuś sobie stał i patrzył, i był ..był sobą, i zaczęło się robić to co zwykle, czyli syf, i gnój, i afera, i wielka sprawa, a on jakoś w tym wszystkim na samym szczycie grzywy i już nie był znudzony. Niedługi czas później, siedział pochylając lekko głowę, a wówczas niby to strażacki wąż przez ściankę działową w bloku z wielkiej płyty przeniknął on przez bariery pomiędzy różnymi osobowościami zamieszkującymi potencjały pewnych postaci, zapoznał się z ich przekonaniami oraz substytutami przekonań, czyli tym co musi u nich, niby w Korei Północnej, funkcjonować jako przekonania, mimo że sami w głębi, w głębi nie są do nich przekonani - a także, skoro już tak się porobiło że znów Kajtuś połączył się umysłowo z jakimiś psychikami ciekawych osób, dokonał on obczajenia tkanki przyszłości światosytuacji rzutowanej przez ich jestestwa właściwe.
   Potem sobie znowu stał i oglądał swoją brudną nogawkę, ale przyszli jacyś ludzie i coś do niego mówili, więc musiał przestać się tym wszystkim frasować. Na jakiś czas, oczywiście.

   Innego dnia stał sobie Kajtuś, raptem zadzwonił telefon. Kolega: - Te majster, żyj trochę a nie tak tylko praca i siedzisz w domu, no co ty tam pojeździsz tym rowerem. Jedziesz na skałki do Kazachstanu? Ale uwaga: to jest niebezpieczne, tam nie ma żartów. Tylko dla twardych luji.
   - To znaczy, no nie wiem, bo widzisz ja tak stoję i sobie patrzę, i się staram nikogo nie zaczepiać, a i tak ciągle coś się dzieje, bo są te siły światowe i wciąż jakieś tarcia występują, pomiędzy mną a nimi. I ja tak sobie myślę: jak jest świat i są te siły, które nim rządzą. To gdzie jest ten punkt, w którym te główne siły na siebie napierają i się od siebie odbijają, gdzie decyduje się w jaki sposób i z jakim podkręceniem one się odbiją, od siebie się odbiją czy od tego punktu - a przecież go współtworzą? Hę?

     Hę? Jeżeli fundament pod wieżowiec, a większy niż basen, byłby wykopany i pusty i wybetonowany, a nalać by wody z dwóch stron - ale nierówną ilość, i jednocześnie ...to gdy spienione grzywy dwóch nagłych fal o siebie uderzą, gdzieś to się rozstrzygnie na którą stronę w końcu wody chlupną i fala się skłoni, gdy się spiętrzy i zdwoi - czyż w jednym miejscu, gdzie skumulują się siły pływów i w końcu się od siebie odbiją, tam jedna kropla znajdzie się najwyżej, będzie pod najwyższym ciśnieniem, a to od niej wszystko się odbije i rozejdzie?

  Zanim kopułę świątyni przydają,
najpierw wnikliwie ją wyważają,
i robią linie, pomiary
by punkt ów znaleźć, co splata ciężary.

   Albo gdy długo w bitwie się ścierały szeregi dwóch armii, a na końcu front się załamał i jedni wygrali - to zanim szereg został przerwany na skutek zwiększonego naporu, to był gdzieś jakiś mniejszy front gdzie komuś dobrze poszło i dlatego mógł przyjść zwiększyć napór - więc gdzieś był punkt i moment, gdzie to wszystko się zważyło i zdecydowało...
..i zobaczysz że to będzie tutaj.

   A pewnego dnia rano Kajtuś patrzył sobie przez okno i był taki spokój, a potem mijały godzina za godziną i podchodził do okna coraz rzadziej, bo wiedział co tam ujrzy - spokój, monotonnię, to samo co poprzedniego dnia. Jakoś to z nim nie współgrało. "Pojechałbym sobie na łąkę, i tam miał jakieś fajne myśli" - postanowił, uczynił, a gdy już tam był i tego próbował, to akurat wyszedł na te postacie z osobowościami w totalitarnych egzoszkieletach, które chyba również akurat nie miały co robić, a może zmęczyły się ciągłym zgrywaniem rasistów, nacjonalistów i mafiozów, co w ich szeregach obowiązywało niczym nienawiść do komunizmu w USA w połowie XX wieku. Akurat przechadzali się bowiem jako zwykli ludzie, zadowoleni że przez pół dnia bardzo bujnie i z wigorem zgrywali totalnych ekstremistów, niby to dewotki jakieś z XVII-wiecznej Nowej Anglii, w których sercach miłosierdzia wszak było co pajęczyn na strychu - to ci przybysze odwrotnie, właśnie oni gruntownie mieli udowodnione otoczeniu jakimi są bezwzględnymi szowinistami, nawet krzyczał ktoś za nimi w parku "-Naziole!", podczas gdy spotkani w pociągu jako pasażerowie, szczerze mówiąc na żadnych faszystów nie wyglądali, przyłapani tak normalnie w trakcie cywilnej podróży.

   Spotkawszy Kajtusia, dłuższą chwilę przyglądali mu się uważnie i naradzali między sobą, a następnie napadli go i wyczyścili mu tą nogawkę. Obyło się tym razem bez ekscesów na tle rasowym. Kiedy tak go trzymali i czyścili mu nogawkę ową, zaś on mógł z bliska obserwować ich stany psychiczne, nie mógł się nadziwić jak osoby na co dzień funkcjonujące według tak totalitarnych poglądów i wytycznych, mogą od wewnątrz przejawiać tendencje w sumie zupełnie inne. Zobaczył potem, że podłożyli mu do pudełka śniadaniowego jeszcze jedną bułkę z takim dobrym pomidorkiem; myśleli może, że się nie zorientuje, gdyż była zapakowana jego sposobem - lecz on wiedział dobrze, ile miał bułeczek.

  I pewnego dnia rankiem tak się zastanawiał, jakie to wszystko ..dziwne porypane chore niesmaczne, że ci jedni, ci którzy wiedzieli jak dekada za dekadą żyć w Wielkopolsce wygodnie, ale rzekomo nie wiedzieli o nagminnym porywaniu obywateli polskich w całym województwie z podmianą na klony, tyle ględzili o moralności, szlachetnych intencjach, lepszym świecie, godziwości i sprawiedliwości - podczas gdy na co dzień firmowali swoimi wizerunkami strutkurę zamieniającą dni Kajtusia w monotonny i męczący ciąg niby strugę betonu ze żwirem i bursztynem, co tu akurat ujął ładnie, lecz na co dzień kontestował tak ustawicznie, że mniej i mniej zagadkowe stawały się dla niego poczynania samobójców oraz wszelakiej maści osobników, którym nagle po prostu odjebało, jak to się mówi, chociaż w protokołach ujmuje się to inaczej.

   Z kolei potrafiące po obudzeniu w środku nocy recytować rasistowskie zasady i totalitarne poglądy niebezpieczne postacie, gdy tylko nadarzyła się im do tego sposobność i wszystko wskazywało na to, że się nigdy nie wyda - pomogły mu w dryfie przez perypetie dnia codziennego, że się potem dziwił czemu jest mu lepiej i zastanawiał, kto mu pomógł.

  Gdy w końcu zrozumiał, było to dla Kajtusia spore przeżycie wewnętrzne, jakich miewa on wiele. Ale tym razem tak go poruszyło, że opisał to wszystko, tylko trochę pozmieniał bo tak nie mógł napisać wprost, w tej swojej dziwnej krainie.
 A jeżeli ja spotykam w przydrożnym barze kierowcę ciężarówki z Białorusi, i widać że pleców w życiu nie miał, kąśliwym trudem sam wywalczył swój byt, steraną ma jakąś twarz o wyrazie wielu niewidocznych blizn, jakby naprawdę sporo i to różnych rzeczy musiał zrobić, ażeby teraz mieć coś przed sobą na talerzu - ale w końcu stracił robotę i nerwowe spojrzenie podnosi na każdego co wchodzi, jakby nie wiadomo co mu chodziło po głowie, najróżniejsze warianty, pomysły, fabuły...

  To czy jeżeli ja mu wykupię obiad, motel i bilet do dużego miasta, to fakt owszem pomogę - ale czy ja gruntownie zmienię jego mentalność? Czy ta udzielona pomoc odmieni cudownie jego charakter niby orkan pole truskawek, i odtąd na co dzień będzie on już pogodny, a w barach unikał poważniejszych dysput? No przecież kurwa że nie. Przez chwilę będzie wdzięczny, a po jakimś czasie znów będzie sobą, taki jak był zanim mnie spotkał.

    Nie inaczej Ukraińcy, których tyle milionów wpuściliśmy.

    Psychologowie nie odnotowują bezprecedensowego zjawiska trwałych i masowych metamorfoz ich charakterów, pod wpływem uzyskania w Polsce możliwości kontynuowania egzystencji. Powódź byłaby mniejszym zagrożeniem dla naszego kraju, niż ten nowy liczący się - bo po prostu liczny - składnik sytuacji wewnętrznej, stanowiący w sumie zagadkę, i to nieszczególną jako że na zachodniej Ukrainie negatywny stosunek do Polaków ma charakter zrębu kulturowego.



   Jak wykazało wielokrotne zaczerpywanie z ich fluktoidu psychicznego, sami z siebie nie żywią oni pogardy dla mieszkańców ziemi, na którą przyjechali, woleliby też pójść na spacer albo obejrzeć film niż coś kombinować - ale nie mają wyjścia, i tych wyjść nie mieli już zanim tu przyjechali. Nie oni sami stanowią mroczne zagrożenie, ale ideologia o której między sobą mówić muszą, a między nami nie mogą.

    Żeby oni w ogóle mogli do nas przyjechać, musieli być ideologicznie kanoniczni. Czyli do kamery o Europie, równości i braterstwie, a gdy wyłączyli kamerę i zabrali do budyku z grubymi ścianami - o tym że "to oni są rasą panów, inne ludy mają im służyć, dlatego przyjechali tu podbijać, a do tego celu służy struktura, której mają być posłuszni, bo z niej tworzy się budowla, dzięki której pewnego dnia nie będą musieli już pracować, bo zamienią się miejscami z tymi którzy ich poniżali". Nawet gdyby ktoś w to nie wierzył, to i tak musi cały czas udawać i baczyć, żeby się nie zdradzić - tak jak w otwartym totalitaryźmie, gdzie wszyscy muszą myśleć tak samo i nienawidzieć tych samych wrogów.

    I wtedy dopiero oni mogą tu przyjechać i wykonywać rozkaz: "porządnie pracować i przyzwoicie się zachowywać".

    Dla mnie osobiście to wszystko są normalne ludzkie sprawy, gry państw i potężnych grup, moralne supły i mętliki. Ja się tym osobom nie dziwię, ja w ich oczach dorosłych ludzi widzę, że wyjść to oni za dużo w życiu nie mieli.
   Natomiast dziwię się polskim władzom. Zresztą oni też - i to również wiem z fluktoidu.

*

Żyjemy w realnych okolicznościach i to nich dotyczą teksty i uwagi tu zawarte. W tych samych żyłem ja, a wraz ze mną osoby narodowości ukraińskiej, od lat przecież przebywające w naszym kraju. Przecież nie jestem w stanie nawet przypomnieć sobie tych wszystkich przypadków, kiedy w różnych drobnych sprawach okazały mi życzliwość i pomogły, proszone lub nie, albo może nawet kiedy nie zauważyłem, się nie domyśliłem, lub wręcz nigdy o tym nie dowiedziałem.

   Tak po prostu nie mógłbym chociaż paru znaczków nie skręcić w związku z tym, jako pisarz. Podobnie kierowca autobusu nie odjeżdża, jeśli wszyscy usiedli mu po jednej stronie.



 Ukraiński człowiek ma to do siebie, że czasami z nudów kąśliwie migocze wzrokiem, a czasami z nudów pomaga. I potrafi podejść pomóc nieproszony, ani nawet wcześniej niezauważony. Tak z nudów pomagają, wnioskuję po wieloletniej obserwacji, jak również z praktyki. Tacy są trochę w tym podobni do Polaków, akurat jeśli o to chodzi.
*

   Inny ciekawy przypadek. Co raz widziałem. Najpierw metafora, której potrzeba aby to opisać: Gdyby była sobie taka babcia, dobiegająca już wieku staruszki, i ona by miała takie hobby że by rysowała na szkle farbą obrazy. I gdyby pewnej niedzieli od godziny 8 rano do 13-tej, z niewielkimi przerwami na śniadanie i tego typu sprawy, ona rysowała taki jeden obraz, który dość szczególnie by się jej podobał, tak jej wyszło - nie do końca, ale coś jednak było unikalnego, się udało. I potem jechałaby rowerem z tym obrazem z pracowni plastycznej do swojego domku, co byłoby dość ryzykowne, ale nie miałaby innego wyjścia (jak to czasami starszym osobom się przytrafia, że nie mają za wiele wyjść). Ale na chodniku byłby czarny kotek na który starsza pani by spojrzała, a na asfalcie czarny kamyczek na który najechałaby kołem, rower by się zachwiał i ...
      Dramatyczną walkę babci z rowerem i obrazem z jednej strony, a asaltem i siłą ciążenia z drugiej - gdyby ujrzała młoda kobieta i podbiegłaby pomóc, znając nawet tę babcię i jej hobby, próbując jak najdelikatniej owe szkło uchwycić, a niech już babcia się martwi o rower.
     To z taką starannością.

      Raz sobie stałem i widziałem, jak szła Ukrainka którą na co dzień nie do końca każdy obchodził, i widać to było po niej że mogłaby jeść kawałek pizzy i zobaczywszy wtem na niebie zderzenie dwóch myśliwców, kontynuować żucie pizzy w takim samym tempie i obserwować obłok dymu i ognia na niebie nawet zasadniczo takim samym wzrokiem, jakim już patrzyła kiedy sobie tak szła i jadła - chociaż co prawda, by przystanęła.

     No więc nie spodziewałem się po takiej osobie czegoś takiego, kiedy był taki pan któremu jedni mówili ładnie "dzień dobry", a inni nie bo nie musieli - i raz sobie stałem tak nieco na uboczu i ujrzałem rzecz niezwykłą, która mnie zadziwiła i utkwiła w pamięci na długo, a może na zawsze - jak owa Ukrainka "od myśliwców" widząc, że będzie przechodzić obok owego pana, chwilę dłuższą starannie - starannie, jakby chwytała szklany obraz tamtej babci - napinała na swojej twarzy wyraz szacunku, i widać to było po niej jak jej zależy, żeby jej wyszło, dla tego pana, reszta dla niej jak gdyby zniknęła w owych dwóch sekundach, kiedy mówiła mu "Dzień dobry". Tak jak ja bym chciał trafić śnieżką kogoś, kto mnie ochlapał błotem gdy jechałem rowerem, tak ona usiłowała ze swojej twarzy trafić szacunkiem owego pana, robiła co mogła żeby on to dostrzegł jak najwyraźniej, że ktoś darzy go szacunkiem.

   Ale to było niesamowite, na spokojnie i z najlepszego miejsca zobaczyć to wszystko jak w najlepszym kinie, jakby to jakiś mistrz reżyserował. Trafiła go wtedy tym szacunkiem, niby U-boot torpedą w tankowiec. Można więc również śmiało powiedzieć, że osoby przyjeżdżające z Ukrainy zdolne są do zachowań i odruchów, jakich wyczekujemy między sobą jakże ustawicznie.

    Zdarzenie to wydaje się stanowić przesłankę na rzecz prawdziwości hipotezy, że choć często kiedy patrzysz na kogoś z daleka i myślisz sobie: "Ukrainka, Ukrainiec" - to i owszem, masz zasadniczo rację w sensie prawa międzynarodowego, ale gdyby zdarzyło ci się znaleźć bardzo blisko i postrzegać z niewielkiej odległości w świecie mikrozdarzeń - to pod tym Ukraińcem jest człowiek, bez trudu można go dostrzec, spotkać, przyłapać. Był tylko z wierzchu Ukrainiec; tak samo może być z wierzchu Polak, pod spodem zaraz człowiek - i tak dla siebie nawzajem, tak jak powinno być, bo nie są od siebie odległe ani języki, ani krainy, a tym bardziej twarze.
  Zanim przyjechały chodzić, śmiać się, machać kolorową chustą
        było jakoś smętnie, cicho, przede wszystkim pusto.


          Napisałem o tym żeby nie było, że nie ma tej drugiej strony medalu, albo że jej nie widzę jak jakiś psychol - bo jest, ale o tym mówią media, i pokazują Polaków i Ukraińców kołyszących się razem, splatających ręce. Pokazują akty solidarności i współpracy. Ja sam też muszę przyznać, że osoby przyjezdne z Ukrainy wielokrotnie wzbudziły moją wesołość, ożywienie, poprawę nastroju - nawet samą swoją obecnością i zachowaniem, a niekoniecznie jakimiś mikrozdarzeniami wyświadczenia korzyści, choć tych również nie zabrakło.

            Gdyby w mediach i dyskusjach poselskich przedstawiano również tę groźną stronę ludu, który napłynął ze Wschodu, ową ukrytą w nich machinerię myślącą o Polsce wrogo, od której choćby chcieli, uwolnić nie mają się jak - nie zadawałbym tu sobie przecież tyle trudu.

            I gdybym czegoś nie wiedział, też bym nie zadawał sobie tyle trudu. Gdyby mi się zdawało.

* inny przypadek wydarzył się w miejscu, gdzie wydawano zupę. Czasami uczęszczałem w życiu do takich miejsc i zwykle nie miałem wtedy dużo pieniędzy. Dlatego było dla mnie istotne - nie jak dla jakiegoś bogacza - czy zupy nalano mi dużo czy mało, zwłaszcza jeśli była dobra. Lobbowałem w tym kierunku za pomocą całego arsenału spojrzeń i uśmiechów, oraz uprzejmych odezwań się. Niestety, na kucharki narodowości polskiej w ogóle tego typu lobbing nie działał i nie udało mi się uzyskać efektu zwiększonej porcji. Natomiast Ukrainka odczytała prawidłowo całą mowę ciała moich gestów, westchnień i min, że ja naprawdę jestem głodny i nie mam za co najeść się do syta, dlatego niejednokrotnie podchodząc do punktu w rozterce, czy był sens brać duży pojemnik, gdyż był dwuipółkrotnie za duży na przewidzianą porcję, cieszyłem się na jej widok bo wiedziałem że dostanę więcej - i tak było. Wydawało mi się, że to serce jej podpowiada, żeby tyle ładować mi do gara - ponieważ nie wyglądałem na milionera, który będzie mógł się odwdzięczyć.

* przybysze z Ukrainy mają również tę zaletę, że potrafią wybudzać z uśpienia pisarzy; sprawdzone na sobie. Stanowią oni wdzięczny i żyzny temat ażeby o nich pisać, często się przy tym człowiek śmieje i wścieka. Nie są to bowiem ludzie bezbarwni
powrót na stronę główną